Złodziej czasu, Terry Pratchett – wrażenia z lektury

Złodziej Czasu

„Złodziej czasu” zajmuje w moim prywatnym rankingu powieści ze Świata Dysku dosyć specyficzne miejsce. Z jednej strony – mamy w nim plejadę prawdziwych gwiazd. Są i mnisi czasu, i czterech jeźdźców apokalipsy (pojawia się nawet piąty, który odszedł, zanim stali się sławni). Ba, dużą rolę gra Susan Sto Helit, wnuczka Śmierci, a epizodycznie pojawia się nawet Niania Ogg. Mimo tylu genialnych postaci, coś mi jednak nie zagrało do końca podczas lektury…

Nie za bardzo wiem, na co zwalić winę. Wydaje mi się, że po prostu ostatnio przeczytałem zbyt wiele książek Pratchetta i dotarłem do momentu, kiedy odczuwa się już swoiste „zmęczenie materiału”. Chyba czas na dłuższą przerwę z mojej strony.

O czym jednak jest „Złodziej czasu”, zapytacie? Otóż, czas świat Dysku po raz kolejny zbliża się ku końcowi, a Anioł Zagłady już puka do drzwi (wielce rozczarowany, że został wycięty przez ostatniego proroka z kart świętych ksiąg). Tym razem zagrożeniem jest szklany zegar – tak dokładny, że może zatrzymać cały czas… Ponieważ, jak wiadomo, czas nie płynie dla wszystkich identycznie. To właśnie zadanie mnichów czasu – pilnowanie, by nie marnował się na dnach oceanu i by nigdy go nie brakowało w dobrze prosperującym warsztacie. Jeśli jednak budowa szklanego zegara dobiegnie końca, historia przestanie istnieć. Przyszłość też.

Gdy rozbieram tę powieść na poszczególne sceny, ciężko mi się nie śmiać. Nie brakowało genialnych scen z Igorem, sługą idealnym, nie brakowało też świetnych dialogów ze Śmiercią. Teoretycznie – niczego nie brakowało. Jednak po złożeniu wszystkiego w jedną całość miałem wrażenie, iż w tekście panuje nadmierny chaos. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to kolejna dobra powieść ze Świata Dysku. Warto jednak dodać, iż w tym przypadku warto znać wiele poprzednich książek, by czerpać przyjemność z lektury.

Tekst ten możecie również znaleźć w portalu LubimyCzytac.pl…

Powiązane materiały:
-Pomniejsze bóstwa, Terry Pratchett – wrażenia z lektury
-Zadziwiający Maurycy i jego uczone szczury, Terry Pratchett – wrażenia z lektury
-Niewidoczni Akademicy, Terry Pratchett – wrażenia z lektury
-Dary, Ursula Le Guin – wrażenia z lektury
-Homo bimbrownikus, Andrzej Pilipuk – wrażenia z lektury
Powiązane tematy (tagi): , , , ,
Dołącz do mojej grupy na FacebookuSubskrybuj mojego RSS-aŚledź mnie na TwitterzeŚledź mnie na Blipie
Jeśli podobają Ci się moje materiały, zachęcam do dołączenia się do strony Personalnego Blogu Kulturalnego na Facebooku. Możesz mnie też śledzić na Twiiterze i polskim Blipie. Jeśli chcesz być na bieżąco, proponuję subskrypcję RSS-a.
  • Gigaman

    A teraz powiedz które z tych lepiej kupić: Złodzieja Czasu czy Świat Finansjery?

  • KoZa

    Świat finansjery – odpowiedź zmaterializowała mi się w głowie bez chwili namysłu. ;] W szczególności, jeśli nie czytałeś innych książek Pratchetta. Świat finansjery można czytać z przyjemnością bez żadnego podkładu (znajomości uniwersum Świata Dysku), a Złodzieju czasu bez takiej wiedzy straciłoby się chyba ze 3/4 frajdy.

  • Gigaman

    Trochę czytałem, Straż oraz kawałek Kapelusza Pełnego Nieba. Choć go jeszcze nie ukończyłem. I jakoś mi nie spieszno.

  • KoZa

    Kapelusza też jeszcze nie czytałem – stoi i kurzy się. Na razie robię przerwę od Pratchetta.