Miesięczne archiwum: Listopad 2010

Saga o Ludziach Lodu: Zauroczenie, Margrit Sandermo – magia tej serii gdzieś mi umknęła

saga

Zachęcony licznymi pozytywnymi opiniami, postanowiłem w końcu spróbować swoich sił z – poniekąd – legendarną sagą o Ludziach Lodu. O potencjalnej jakości świadczą już same oceny na LubimyCzytac.pl – kilkaset ocen, średnia w okolicach 4.0, autorka najwyraźniej ma się czym pochwalić. W tym kontekście fascynowało mnie jednak samo wydanie sagi – swego czasu zajął się tym bodaj Fakt, oferując oprawę prawdziwie… harlequinową. Siłą rzeczy, nie widziałem, czego się spodziewać, ale mimo wszystko miałem wielką nadzieję na fantastykę, gdyż romans (i to w takim ujęciu) zupełnie nie jest czymś, co by mnie interesowało. Czytaj dalej

Harry Potter 7/1 – może chociaż fanom się spodoba

HP7

Fanem Harry’ego Pottera zdecydowanie nie jestem, ale – jeśli pamięć mnie nie myli – filmy widziałem chyba wszystkie. W szczególności te mroczniejsze części stanowiły całkiem przyzwoitą rozrywkę. Bez szału, ale zdecydowanie dało się na seansie miło spędzić czas. Były czary, efekty specjalne, granie w rugby na miotłach, skrzaty podobne do Putina etc. Trochę brakowało seksu, dragów i rock’n'rolla, ale to miała być bajka dla dzieci – nie można mieć wszystkiego. Liczyłem, że HP7/1 – w rzeczywistości pierwszy odcinek siódmej części przygód młodego czarodzieja, a nie nowy laptop od Hewletta Packarda – będzie podobny. Czytaj dalej

Piekło pocztowe, Terry Pratchett – recenzja

Piekło

Poniższy tekst został wyróżniony w konkursie Klubu Książki na najlepszą recenzję.

Świat Dysku Terry’ego Pratchetta jest uniwersum bardzo specyficznym. Został on początkowo powołany do życia, zdałoby się, tylko w jednym celu – by umożliwić naśmiewanie się z klasycznego fantasy. W takim tonie zresztą były utrzymane pierwsze osadzone w nim powieści – „Kolor magii” czy „Równoumagicznienie”. Z czasem jednak ewoluował tak pomysł, jak i sam autor, dając początek czemuś znacznie bardziej złożonemu. Świat Dysku stał się poligonem do – zarazem – parodiowania, ale i analizowania, świata, który nas otacza. W wydaniu Pratchetta jest to świat karykaturalny, przerysowany, ale… nadal nasz. Po prostu bardziej skondensowany. Czytaj dalej

Początek współpracy z Miastem Gier

Miasto gier

Dziś na łamach portalu Miasto Gier pojawił się mój pierwszy artykuł. Mowa o recenzji książki z uniwersum StarCrafta – z podtytułem „Uprising„. Tak, publikowałem ją już wcześniej na NBG, a i jest również w archiwum mojego bloga. Jaki los spotkał NBG część z Was pewnie wie, a że nie potrafię nic poradzić na moje zamiłowanie do pisania o grach, postanowiłem po raz kolejny zmienić miejscówkę. Tym razem, z różnych względów, padło właśnie na Miasto Gier. Powodów było kilka – chociażby fakt, że kilka osób z NBG też zaczęło już w owym serwisie publikować. :]

Poza tym, zacząłem ponownie publikować w portalu Polibuda.info (dwie ostatnie recenzje filmów właśnie tam zostały opublikowane), a niedługo moje teksty zaczną pewnie znów być publikowane w serwisie Insimilion.pl (tym razem będą to teksty o literaturze fantastycznej). Listopad jest bogaty w nowe wpisy w CV, w szczególności, że zacząłem ostatnio również praktyki w zakresie rachunkowości, jako asystent głównej księgowej. :]

Piła 3D – Finał bez ikry

Piła 3D

Serię „Piła” lubiłem od początku. Oczywiście, najbardziej podobała mi się pierwsza część, która dla mnie – wtedy, kiedy miała premierę – była czymś naprawdę świeżym. Kolejne części zmieniły trochę formułę protoplasty i zaczęły wić coraz gęstszą sieć intryg, ale utrzymywały dosyć równy poziom. Co ciekawe, mimo wyprodukowania łącznie aż siedmiu części, nie powstała z tego seria równie absurdalna, co – dajmy na to – „Piątek trzynastego”. Czy jednak ostania część, z nazwą przyozdobioną nie „siódemką” lecz dopiskiem „3D”, jest takim zakończeniem serii, które zaspokoi fanów?

Według mnie, niestety nie. Scenariusz toczy się według dobrze znanego już schematu. Do krwawego domku dla lalek trafia kolejny Ken (Bobby Dagen), któremu w najbliższym czasie przydarzy się wiele naprawdę przykrych rzeczy. Oczywiście, jest to kara za jego grzechy, zaś dotarcie do końca labiryntu ma być symbolem jego oczyszczenia i odrodzenia – w tym zakresie: nihil novi. W tle zaś przewija się intryga, która ciągnie się bodaj od części trzeciej (oczywiście, z odwołaniami nawet do „jedynki”). Tu w głównych rolach ponownie występuje żona Jigsawa (Betsy Russell) i jego następca, Mark (Costas Mandylor). Liczyłem, szczerze mówiąc, że zawiązanie tego wątku będzie trochę bardziej… imponujące? Intrygujące? Zaskakujące? Ciężko mi jednoznacznie określić – grunt, że miałem nadzieję na coś „bardziej”. Zaś po seansie jedyne, co miałem do powiedzenia, to: „Aha”. W tym zakresie nawet poprzednie epizody lepiej sobie poradziły. Czytaj dalej

Strona 1 z 3123