Zachęcony licznymi pozytywnymi opiniami, postanowiłem w końcu spróbować swoich sił z – poniekąd – legendarną sagą o Ludziach Lodu. O potencjalnej jakości świadczą już same oceny na LubimyCzytac.pl – kilkaset ocen, średnia w okolicach 4.0, autorka najwyraźniej ma się czym pochwalić. W tym kontekście fascynowało mnie jednak samo wydanie sagi – swego czasu zajął się tym bodaj Fakt, oferując oprawę prawdziwie… harlequinową. Siłą rzeczy, nie widziałem, czego się spodziewać, ale mimo wszystko miałem wielką nadzieję na fantastykę, gdyż romans (i to w takim ujęciu) zupełnie nie jest czymś, co by mnie interesowało.
Szybko się okazało, że zupełnie nie rozumiem fenomenu tej serii… Po pierwszych 50 stronach chciałem odłożyć, lecz mimo wszystko przebrnąłem do końca, z nadzieją, że może dostąpię iluminacji i zrozumiem zachwyt innych. Tak się, niestety, nie stało. Nie chcę za mocno krytykować „Zauroczenia”, gdyż to zupełnie nie moja bajka – na pewno nie jestem docelowym odbiorcą. Dla mnie było to nudne, płaskie romansidło, które tylko chwilami potrafiło mnie jakkolwiek zainteresować i sprawić choć na chwilę, że lektura stała się mniej dokuczliwa.
Momentami miałem wrażenie, że autorka opisywała tylko te wydarzenia, na które miała ochotę (często związane z samogwałtem, tudzież gwałtem po prostu), pomijając te, najwyraźniej, nudniejsze. Całość robi wrażenie streszczenia znacznie obszerniejszej powieści – pełno tu dziur i fabularnych przeskoków. Choć prawda jest taka, że nie chciałbym czytać obszerniejszej powieści o tożsamej fabule, więc może dobrze się stało.
Jak pisałem, takie powieści to zupełnie nie moja działka. De facto byłbym wdzięczny, gdyby ktoś mi wytłumaczył, co takiego widzi w tej sadze? Może pierwsza część zyskuje na wartości dopiero po przeczytaniu 46 pozostałych? Będę wdzięczny za wskazówki, gdyż sam z siebie raczej nie będę dalej brnął w tę serię.
Powiązane materiały:-Gothic 3 – Śmierć serii?
-Wrzesień, Tomasz Pacyński – wrażenia z lektury












