Moje kanały filmowe:
MINIBLOG
- Shaolin Soccer - Idealna propozycja dla wszystkich osób, które lubią specyficzne połączenia. Mamy ...
- Husk - Raz na jakiś czas lubię obejrzeć tego typu film. "Husk" ...
- Darth Bane #1: Droga zagłady, Drew Karpyshyn - Zachęcony tekstem Pawła, postanowiłem zakupić pierwszy tom z książkowej kolekcji ...
- Gra o tron komiksowo - O tym komiksie będzie bardzo krótko z kilku powodów. OK, ...
- Kot w stanie czystym, Terry Pratchett - Szczerze mówiąc, nie interesowałem się nigdy tym, czy Terry Pratchett ...
Ostatnie komentarze
- Dafdf o Dynamiczny Duet #1 – Ostry mówi, jak to jest z tym polskim komiksem
- ANNA SAMIN o Projekt X – Imprezy wchodzą w nowy wymiar
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Rafał Kawulak o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Karathrace o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Natalia o 104 filmy 2012 – moja lista
Licznik obejrzanych filmów
Znajdziecie mnie na:
Licznik
- 182Odsłon dzisiaj:
- 160Gości dziennie:
Miesięczne archiwum: Styczeń 2011
Don Juan DeMarco – Johnny Depp: Prawdziwa historia
„Nazywam się Don Thomas DeCabeza, jestem najwspanialszym recenzentem świata. Skomentowałem już przeszło tysiąc filmów”. Czy czasem każdy z Was również powtarza sobie takie frazy w pamięci? Takie, które charakteryzują ludzi, którymi chcielibyśmy być, ale z jakiś powodów nie możemy – czy to ze strachu przed porażką, czy też z obawy przed utratą marzeń. Jeremy Leven (autor raczej mało znany, kojarzony głównie z „Alex i Emma”), korzystając ze swoich doświadczeń zawodowego psychologa, nakręcił film właśnie o takim człowieku, który przestał się bać i stał się tym, kim chciał być. Stał się Don Juanem DeMarco i nie pozwolił się z tego wyleczyć. Czytaj dalej
Polowanie na czarownice – miły „odmózg” dla niezbyt wymagających studentów walczących z sesją
Pamiętam te czasy, gdy przygotowywałem się do matury… Do pierwszych egzaminów był chyba jeszcze miesiąc czy dwa zapasu, zaś na ekranach kin swoją premierę miało „300″. Pomyślałem wtedy, że ten film powstał chyba na takiej zasadzie: przy małym stoliku, w zadymionej knajpie zebrało się kilka osób, myśląc, co by tu nakręcić za tych wolnych kilkadziesiąt milionów dolarów. W końcu ktoś powiedział: „Słuchajcie, nakręćmy coś, żeby polscy maturzyści mogli się odmóżdżyć!”. Pomysł przeszedł jednogłośnie, po prostu wiedzieli, że to będzie hit. Mam wrażenie, że tak samo było z „Polowaniem na czarownice”, choć efekt na pewno jest daleki od epickości „300″. Czytaj dalej
Blog Roku 2010 – prywatne podsumowanie
Dla mnie konkurs na Blog Roku 2010 już się, niestety, zakończył. Nie udało się przejść do kolejnego etapu, ale też nie ma się czemu dziwić – konkurencja była zacięta. Ten wpis ma tylko jeden cel… Otóż, dziękuję wszystkim, którzy zagłosowali! Otrzymałem znacznie większe wsparcie niż się spodziewałem, za co jestem bardzo wdzięczny.
Ostatecznie nawet udało się chyba osiągnąć cel, który sobie wstępnie założyłem – przełamanie granicy 50+ głosów. Niestety, nie mogę tego na 100% potwierdzić, gdyż po zakończeniu głosowania było można jedynie sprawdzić top10, zaś żadnego archiwum wyników niestety nie znalazłem. Ale z moich szacunków wynika, że przynajmniej 50 głosów mimo wszystko było.
Tak więc – raz jeszcze wielkie dzięki! Za rok pewnie podejdę do konkursu jeszcze raz, może jeszcze lepiej przygotowany i z nowymi typami materiałów na stronie. Ale to już czas pokaże. :]
Czarny łabędź – Long Live Aronofsky!
Darren Aronofsky jest specyficznym reżyserem. Tworzy średnio jeden film na dwa lata, ale gdy już coś wyreżyseruje… czapki z głów. Znacie „Pi”? „Requiem dla snu”? „Źródło”? Jeśli nie, biegnijcie szybko i nadrabiajcie zaległości! I od razu obejrzyjcie „Czarnego łabędzia”. A jeśli tak? To biegnijcie szybko, obejrzyjcie je wszystkie jeszcze raz. I od razu obejrzyjcie „Czarnego łabędzia”. Tak czy inaczej – od razu obejrzyjcie „Czarnego łabędzia”!
Tak naprawdę, mógłbym już skończyć ten tekst. To jest po prostu 11/10. Oglądając film, nie mogłem wyjść z podziwu, jak genialnym reżyserem jest Darren Aronofsky, by z – w sumie – prostego pomysłu, zrobić coś tak pochłaniającego i nie pozwalającego choćby mrugnąć. Rzecz jest o Ninie (w którą wcieliło się brawurowo Natalie Portman), baletnicy, która marzy o roli królowej łabędzi w „Jeziorze łabędzim”. I dostaje tę rolę. Sęk w tym, że nowa interpretacja owego baletu wymaga od niej zagrania równocześnie złej siostry swojej wymarzonej bohaterki – tytułowego czarnego łabędzia. Zaś jej ciągłe dążenie do perfekcji i brak umiejętności wyzwolenia się na chwilę spod jarzma własnej doskonałości zaczyna ją prowadzić drogą ku zatraceniu. Czytaj dalej
Diablo: The Sin War: Birthright – czy w tym uniwersum da się w ogóle osadzić jakąkolwiek powieść?
Zanim zacząłem lekturę pierwszego tomu z trylogii The Sin War, autorstwa Richarda A. Knaaka, nie raz zastanawiałem się nad tym, jak może wyglądać książka osadzona w uniwersum Diablo? StarCraft, WarCraft – OK, tutaj w miarę łatwo dojrzeć potencjał do tworzenia oryginalnych historii, łatwo zazębiających się ze światem znanym z gry. Ale Diablo? To gra, w której pod kościołem było bodaj 16 pięter lochów, z wrotami do Piekła na deser.
Okazało się, że twórca wybrnął z tego problemu całkiem zmyślnie, choć efekt jest taki, że opowiedziana historia jest na tyle generyczna, iż w sumie pasowałaby to niemalże dowolnego innego świata fantasy. W przeciwieństwie do StarCrafta, Diablo raczej nie może się pochwalić tak obszerną galerią rozpoznawalnych postaci. SC ma Jima Raynora, Sarah Kerrigan czy Arcturusa Mengska… a Diablo? Poza Decardem Cainem nikt nie przychodzi mi do głowy. Czytaj dalej











