Moje kanały filmowe:
MINIBLOG
- Shaolin Soccer - Idealna propozycja dla wszystkich osób, które lubią specyficzne połączenia. Mamy ...
- Husk - Raz na jakiś czas lubię obejrzeć tego typu film. "Husk" ...
- Darth Bane #1: Droga zagłady, Drew Karpyshyn - Zachęcony tekstem Pawła, postanowiłem zakupić pierwszy tom z książkowej kolekcji ...
- Gra o tron komiksowo - O tym komiksie będzie bardzo krótko z kilku powodów. OK, ...
- Kot w stanie czystym, Terry Pratchett - Szczerze mówiąc, nie interesowałem się nigdy tym, czy Terry Pratchett ...
Ostatnie komentarze
- Dafdf o Dynamiczny Duet #1 – Ostry mówi, jak to jest z tym polskim komiksem
- ANNA SAMIN o Projekt X – Imprezy wchodzą w nowy wymiar
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Rafał Kawulak o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Karathrace o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Natalia o 104 filmy 2012 – moja lista
Licznik obejrzanych filmów
Znajdziecie mnie na:
Licznik
- 182Odsłon dzisiaj:
- 160Gości dziennie:
Miesięczne archiwum: Luty 2011
Jestem numerem cztery – videorecenzja filmu
Panie i Panowie, zapraszam na seans mojej trzeciej videorecenzji. Tym razem na tapetę poszedł popcornowy tytuł „Jestem numerem cztery”.
Tradycyjnie jest możliwość zapoznania się z recenzją w formie tekstowej.
Jestem numerem cztery – kolejna historia kolejnego Supermana
Micheal Bay wyprodukował już naprawdę sporo głośnych, popcornowych filmów. Efekty jego pracy są najróżniejsze, ale na ogół można liczyć na całkiem niezłą i obrzydliwie głupią zabawę. Tak jest właśnie z jego najnowszym filmem, który klisze zjada na śniadanie i popija je efektami specjalnymi.
Historia do złudzenia przypomina wszystko to, co widzieliśmy już w całej masie innych produkcji. Jest to tradycyjny motyw nastolatka obdarzonego z tego czy innego powodu nadprzyrodzonymi mocami. Akurat w tym konkretnym przypadku mamy do czynienia z niejakim Johnem (Alex Pettyfer), który postanowił wcielić się w lokalnego Supermena, przybywając z innej planety. Sęk w tym, że na początku było łącznie dziewięć osób podobnych do niego, a teraz zostało już tylko sześć. Pierwsze trzy niestety zostały upolowane przez agresorów, którzy wcześniej zniszczyli rodzinny glob Johna, a teraz chcą się uporać z niedobitkami. Czytaj dalej
Agent JFK #1: Przemytnik, Miroslav Żamboch – Quo vadis, Żamboch?
Z lekturą każdej kolejnej książki Miroslava Żambocha robi mi się coraz bardziej… smutno. To facet, który napisał kiedyś nietuzinkowego „Sierżanta”, proste, ale nieziemsko wciągające „Bez litości” czy uwielbiane przeze mnie „Na ostrzu noża” z Koniaszem w roli głównej. Naprawdę, jeśli nie znacie tych książek, a lubicie przygodową fantastykę, polecam sięgnąć po nie. Po tych powieściach coś się stało… Co? Nie wiem. Może Żamboch zakochał się sam w sobie? Możliwe. Grunt, że zaczęły pojawiać się takie potworki, jak „Wylęgarnia” czy, o zgrozo, „Mroczny zbawiciel”. A teraz „Agent JFK”… Do dziś nie wierzę, że to, co przeczytałem, nie tylko ktoś napisał, ale – co więcej – że ktoś to wydał… Czytaj dalej
Lalande 21185, Janusz A. Zajdel – czyli zapis przygód z galaktycznych ekspedycji
Janusz A. Zajdel jest jednym z moich ulubionych polskich pisarzy. Jakby się nad tym głębiej zastanowić… jest jednym z moich ulubionych pisarzy w ogóle. Potrafił łączyć intrygujące wątki socjologiczne z własnymi przemyśleniami na ich temat i przeplatać jest z fantastyką naukową, osiągając po prostu wybuchowe mieszanki. Ta charakterystyka tyczy się jednak jego późniejszych, najpopularniejszych książek, podczas pracy nad którymi miał już wyrobiony warsztat. Jesteście ciekawi, jak wyglądały jego pierwsze kroki w pisarskim świecie?
„Lalande 21185″ zostało napisane w roku… 1965. Czyli blisko dwie dekady przed „Paradyzją”. Nikogo chyba nie zaskoczy fakt, iż różnicę widać gołym okiem. Choć przyznaję również, że gdybym moje pierwsze powieści – które może kiedyś powstaną – były na podobnym poziomie co „Lalande 21185″, wcale bym się na siebie za to nie obraził. Wręcz przeciwnie. Czytaj dalej
Burleska – videorecenzja
Przed Wami moja druga videorecenzja. Tym razem na warsztat wziąłem „Burleskę” – jeden z najlepszych, według mnie, muzyczno-tanczenych show minionego roku (oczywiście, w naszych kinach premiera była dopiero trochę ponad tydzień temu).
Jeśli chodzi o techniczno-merytoryczną stronę materiału, mam nadzieję, że tym razem głos brzmi bardziej naturalnie, a tekst bardziej skupia się na filmie. :] Zdaję sobie sprawę, że kilka razy nazbyt wyraźnie wymawiałem „ę” (powtórka z videorecenzji „Jak zostać królem”), ale pracuję nad tym. Czytaj dalej











