Miesięczne archiwum: Kwiecień 2011

Dobry początek i marny koniec Wolverine’a

Wolverine - okładka

Obok Spider-Mana, Wolverine jest drugim z najbardziej lubianych przeze mnie bohaterów komiksów. Gdzieś tam za nimi – już sporo w tyle – są jeszcze Iron Man i Batman, ale to głównie za sprawą filmowych kreacji. Co się tyczy Rosomaka, nie miał on tyle szczęścia w zakresie publikacji, co Pajęczak. Ten drugi od roku 1962 miał własny, comiesięczny periodyk, ten pierwszy zaś musiał zaczynać karierę z całą menażerią dziwadeł, czyli z X-menami. Karma jednak chciała, by to właśnie on, Logan zwany Wolverinem, stał się najpopularniejszym bohaterem z całej ekipy. I nic dziwnego – w uniwersum Marvela chyba nie ma drugiej tak intrygującej postaci!

Czemu tak uważam? Czy raczej – czemu tak uważa większość osób czytających komiksy? Wolverine jest ciekawy między innymi dlatego, że dopiero w kilkadziesiąt lat po jego narodzinach na kartach komiksu dostajemy odpowiedzi na najbardziej podstawowe pytania na temat jego pochodzenia. Część informacji pojawiła się dopiero w latach 90-tych ubiegłego wieku, a chyba najwięcej kwestii zostało poniekąd rozwikłanych w ciągu ostatniej dekady. Czytaj dalej

Krzyk 4 – celowy kicz czy po prostu kicz?

Krzyk 4 - plakat

Niedawno pisałem na swoim kanale na Facebooku o tym, jak bardzo nie podobał mi się „Krzyk 4″. Niestety, przyznaję się bez bicia, że popadłem w świąteczną niemoc i ostatnie trzy dni spędziłem czy to na spotkaniach rodzinnych, czy to na nocnych maratonach z Borderlandsem w roli dania głównego (kilka tekstów na ten temat zapewne niedługo ujrzy światło dzienne). Pora jednak wziąć się wreszcie za siebie i uzasadnić, czemu aż tak bardzo męczyłem się na seansie najnowszej odsłony „Krzyku”.

Na wstępie nadmienię, że nie jestem szczególnie gorliwym fanem filmów Wesa Cravena – pierwszy „Scream” zdecydowanie mi się podobał, zaś kolejne pamiętam już jak przez mgłę (czyli podobały mi się znacznie mniej). Najnowsza część utrzymała niestety tendencję spadkową. Czytaj dalej

KONKURS #01 – zgarnij książki za komentarze!

Konkurs

Osoby, które śledzą mojego bloga na Facebooku, wiedzą już zapewne, że strona wzbogaciła się o nowy system komentarzy marki Disqus. Mam nadzieję, że będzie to ułatwienie w prowadzeniu dyskusji – na co, szczerze mówiąc, bardzo liczę. Żeby jednak nie rozwodzić się nad moimi marzeniami, przejdę od razu do meritum sprawy – przygotowałem z tej okazji konkurs.

Zasady są bardzo proste – udział może wziąć każdy, kto przyłączył się do strony mojego bloga na Facebooku i ma ochotę wziąć udział w dyskusjach pod dowolnymi wpisami. Premiowana jest przede wszystkim jakość, a nie ilość komentarzy, choć oczywiście wiadomo, że ta druga też ma znaczenie (siłą rzeczy – dwa świetne komentarze są lepsze od jednego świetnego komentarza). Jak więc widzicie – zasady są proste. Czytaj dalej

„Spider Man Noir” oraz „Eyes Without a Face”, czyli Peter Parker, jakiego nie znał świat

Spider-Man Noir - okładka

Robiąc sobie przerwy w czytaniu Spider-Mana z lat 60-tych ubiegłego wieku, zacząłem się interesować też innymi seriami, które wyszły z Pajęczakiem w roli głównej na przestrzeni ostatnich dekad. W tym zakresie najciekawszym odkryciem, jakiego dokonałem, jest zdecydowanie seria „Marvel Noir”, która bierze pod lupę klasycznych bohaterów i wrzuca ich w czasy… wielkiego kryzysu w Stanach Zjednoczonych. Przyznacie chyba, że sam koncept jest arcyciekawy, nieprawdaż?

W tym tekście zajmiemy się oczywiście tylko Spider-Manem w wydaniu „Noir”, ale kto wie, czy też nie wezmę się za inne znane mi postacie (w grę wchodzi przede wszystkim Iron Man i Wolverine, choć nie wiem, czy nie miałbym ochoty na wszystkie dostępne konfiguracje). Czytaj dalej

„Nieściszalni” – chciałbym taki koncert w swoim mieście

Nieściszalni - plakat

Ostatnio tak rzadko oglądałem w kinie nietuzinkowe europejskie filmy, że zapomniałem, ile frajdy można mieć z takiego seansu. Po obejrzeniu „Nieściszalnych” pozostaje tylko jeden wniosek – pora znowu zacząć chodzić na festiwale! Jeśli taka rekomendacja Wam nie wystarcza, zapraszam do przeczytania reszty recenzji.

Pierwsza sprawa – obraz jest, oczywiście, reklamowany jako „film twórców Jabłek Adama”. Co jest prawdziwe tylko po części – otóż, owszem producent wykonawczy jest ten sam i na tym koniec. Jeśli więc oczekiwaliście zbieżności w zakresie nazwisk reżyserów czy scenarzystów, to radzę tę nadzieję porzucić. Mnie akurat ta informacja nawet uspokoiła, gdyż szczególnym fanem „Jabłek Adama” zdecydowanie nie byłem. Choć na pewno miały urok, tego im odmówić w stanie nie jestem. Czytaj dalej

Strona 1 z 3123