Po miesięcznej przerwie od powieści Zajdla, udało mi się wreszcie znaleźć czas na jego ostatnią pracę, czyli „Limes Inferior”. Byłem ciekaw, czy zamykając po skończonej lekturze książkę, będę oszołomiony i oniemiały z wrażenia, czy może „po prostu” będzie to kawał solidnej literatury. Wiedziałem, że autor przeszedł w swojej karierze bardzo długą drogę od „Lalande” czy „Prawa do powrotu” (swoją drogą, o tej drugiej w końcu zapomniałem napisać) do genialnej „Paradyzji”. Fascynowało mnie, czy „Limes Inferior” pójdzie jeszcze dalej. Cóż, w mojej prywatnej opinii – a pamiętajcie, nie jestem żadną wyrocznią, żeby móc rzetelnie ocenić takie książki, jakie pisał Zajdel (czy w sumie jakiekolwiek inne) – niestety nie poszedł.
„Limes Inferior” – tak jak „Paradyzja” czy „Cała prawda o planecie Ksi” – należy do nurtu fantastyki socjologicznej. Zajdel ponownie stworzył fikcyjne społeczeństwo, by móc studiować zachowania ludzi w skrajnych warunkach. Tym razem nie czułem aż tak wyraźnego nawiązania do polskiej rzeczywistości, jak to miało miejsce w szczególności w „Paradyzji”. Co oczywiście nie znaczy, że go nie było. Po prostu tym razem autor skupił się na innym typie przemyśleń.
Zanim jednak przejdziemy do analizy roli owych przemyśleń, warto cokolwiek napisać o fabule i głównym bohaterze. Sneer jest kimś, kogo w mowie ulicy nazywa się lifterem. Zajmuje się nielegalnym podnoszeniem kategorii inteligencji swoich klientów. Gdyż od owej kategorii zależy wszystko – możliwość dostania pracy, wysokość wynagrodzenia czy szacunek reszty społeczeństwa. Sam Sneer – mimo swojego zawodu, a może właśnie dzięki niemu – stoi obok strumienia ludzi pędzących za swoimi sprawami w wielkiej aglomeracji. I coś mu nie pasuje. Wie, że panujący aktualnie ład społeczny ma w sobie coś sztucznego, ale nie jest w stanie ocenić, o co dokładnie chodzi. Ku swemu zaskoczeniu, będzie miał jednak okazję się o tym przekonać.
Jak to miało miejsce we wszystkich ostatnich książek Zajdla, fabuła wciąga po prostu niesamowicie i… dlatego żałuję, że w „Limes Inferior” bardziej niż kiedykolwiek zeszła na drugi plan. Podobnie jak w „Lalande”, omawiana powieść była bardziej placem zabaw dla autora – nie do końca zależało mu na opowiedzeniu historii, chciał przede wszystkim podzielić się swoimi spostrzeżeniami. A przynajmniej takie miałem wrażenie. Szczerze mówiąc, po dotarciu do bardzo otwartego zakończenia, żałowałem, że autor nie pociągnął swojego pomysłu jeszcze dalej. Choć to uczucie niedosytu też świadczy o jakości „Limes Inferior”.
Jedno nie pozostawia wątpliwości – tak jak wszystkie książki Janusza A. Zajdla, tak i tę warto przeczytać, niezależnie od tego, czy jest się fanem fantastyki, czy też nie. Nie uważam, by „Limes Inferior” było dziełem życia autora – w moim prywatnym rankingu jest to jednak „Paradyzja”. Ale to nie znaczy, że ta powieść nie jest rewelacyjna. Jest.
Powiązane materiały:-Paradyzja, Janusz A. Zajdel – wrażenia z lektury
-Lalande 21185, Janusz A. Zajdel – czyli zapis przygód z galaktycznych ekspedycji
-Cała prawda o planecie Ksi, Janusz A. Zajdel – wrażenia z lektury
-Zielone miasto, Małgorzata Michalska – wrażenia z lektury
-Bogowie naszej planety, Aleksandra Szarłat oraz Ewa Szymańska












