„Pożyczony narzeczony” to typowa, średnio udana komedia romantyczna, o której nie za bardzo jest sens się rozpisywać. Jest natomiast sens uprzedzić tych, którzy zastanawiają się nad wizytą w kinie, że może to być zdecydowanie chybiona inwestycja.
Fabuła jest oklepana. Dwie kobiety są zakochane w tym samym facecie. Sęk w tym, że ów lowelas (Colin Egglesfield) dopiero na kilka miesięcy przed powiedzeniem sakramentalnego „tak” jednej z nich (Kate Hudson) dowiaduje się o ukrywanej przez lata miłości od tej drugiej (Ginnifer Goodwin). Co ważne – miłości odwzajemnionej, lecz też ukrywanej (nie pytajcie, czemu – planowane małżeństwo z niekochaną kobietą wcale też nie ma być zawierane z rozsądku; po prostu nie wnikajcie). Oczywiście, dochodzi do zdrady i rozterek nieszczęsnego samca, z którą z pań powinien urządzić sobie resztę życia.
A teraz podkreślmy jedno z powyższych słów: ROZTEREK. Tak, główny bohater nie wie, co ma zrobić w sytuacji, gdy ma wziąć ślub z kobietą, do której nic nie czuje, mając do wyboru rzucenie wszystkiego i zaręczenie się z tą, która odwzajemnia jego miłość. Oczywiście, gdyby tak się akcja potoczyła, film skończyłby się wtedy, kiedy powinien, czyli po kwadransie. Niestety, to miała być produkcja pełnometrażowa, więc przez ponad półtorej godziny twórcy katują widza miotającym się na lewo i prawo mazgajowatym facecikiem, który najwidoczniej stracił kiedyś cojones w jakimś nieszczęśliwym wypadku i od tamtej pory brakuje mu zdecydowania.
Film ratuje trochę rola niejakiego Johna Krasinskiego, którego postać drugoplanowa wniosła na filmowy plan sporo zabawnych sytuacji. Zasadniczo, bez owego pana seans mógłby stać się wręcz nieznośny, a tak mija w miarę bezboleśnie.
Jeśli chcecie się przejść z drugą połówką do kina, to… może nie na to. „Pożyczony narzeczony” jest filmem na wskroś przeciętnym, a momentami wręcz głupim i irytującym. Przy okazji zaś promuje ten typ mężczyzn, którzy z męstwem wiele wspólnego nie mają (moja narzeczona potwierdza tę diagnozę ;]).
Powiązane materiały:-Crackdown – Twardzi marines istnieją!
-Podsumowanie 2010 – ponieważ czasem po prostu trzeba dać się porwać modzie














