Miesięczne archiwum: Sierpień 2011

Ludzie na walizkach

Ludzie na walizkach

To już druga książka Szymona Hołowni, której lekturę mam za sobą (pierwszą były „Tabletki z krzyżykiem”). Nic nie poradzę, cenię sobie tego autora niezwykle wysoko. Niestety, o „Ludziach na walizkach” ciężko jest pisać rozleglej bez odnoszenia się do własnych przemyśleń. A że te dotyczyłyby tematów takich, jak śmierć czy „dobre życie”, zaś mój blog zdecydowanie nie ma służyć tego typu metafizycznym wybiegom, będzie krótko.

„Ludzie na walizkach” to zbiór rozmów-wywiadów z osobami, które na co dzień stykają się ze śmiercią. Czy to z widmem swojego przejścia na drugą stronę, czy też z odejściem bliskich lub pacjentów. Do udziału w projekcie zaproszony został między innymi – nieżyjący już – znany aktor, Krzysztof Kolberger. Niezwykle ciekawe są również dialogi z osobami, które śmiercią i bólem zajmują się niejako profesjonalnie – z ratownikami czy z neurochirurgami.

W wielkim skrócie – polecam. Nawet tym osobom, które z reguły po takie pozycje nie sięgają. Całość ma 150 stron, a nawet gdyby miała i pięć razy tyle, nadal czytałoby się ją jednym tchem.

Spider-Man: With Great Power… – trudne początki bohatera

Spider-Man - With Great Power - okładka

Ktoś z Was miał może okazję czytać komiks „Tha Amazing Fantasy #15″? Tak, to właśnie ten numer periodyku Marvela, w którym po raz pierwszy pojawił się nasz ulubiony superbohater, Spider-Man. To również ten numer, który sprzedał się na tyle dobrze, by pozwolić Pajęczakowi na regularne pojawianie się w kioskach. Co ciekawe… nie jest to opowieść wybitnie napisana i, co mnie osobiście zaskoczyło, mieści całą historię początków Petera Parkera na zaledwie 20 stronach. Tak jak o tym kiedyś pisałem w przeglądzie pierwszych dwóch roczników Człowieka Pająka, jego narodziny zostały opowiedziane skrótowo, nieskładnie i – delikatnie mówiąc – chaotycznie. Tym dziwniejsze było dla mnie, że przez następną dekadę nikt nie postanowił opowiedzieć tej historii na nowo. Owszem, nieudany eksperyment naukowy powracał we wspomnieniach postaci, ale nikt nie pokusił się o rozszerzenie tematu i pogłębienie psychologii nastolatka, który przez przypadek zyskał nadludzkie moce. Taką próbę podjął dopiero David Lapham w roku 2008 i, według mnie, wyszło mu to całkiem zgrabnie. Czytaj dalej

Tyskie vademecum piwa

Tyskie vademecum piwa

Postanowiłem ostatnio poszerzyć trochę swoją widzę na temat… piwa. :] Jak się szybko dowiedziałem, wbrew popularnym przekonaniom, wcale nie jest to zupa chmielna, ale… jęczmienna. Zaś chmiel jest tylko przyprawą. Zbiorem właśnie takich podstawowych informacji i ciekawostek jest „Tyskie vademecum piwa” autorstwa Michaela Jacksona – pana, który wcale nie ma związku z moon walkiem i pewnie nie potrafi go wykonać (jak 99,9% zwykłych śmiertelników).

Niestety, książka ta jako taka jest mocno przeciętna i dlatego postanowiłem o niej wspomnieć tylko na miniblogu. To w miarę sensowna pozycja, jeśli nie ma się zielonego pojęcia o procesie warzenia piwa i lubi się rozmaite ciekawostki, na przykład historyczne. Niestety, wiele informacji nie jest ułożonych w ciągi logiczne, przez co po skończonej lekturze miałem więcej pytań na niektóre tematy niż odpowiedzi. I tak, jest to między innymi broszurka reklamująca Tyskie browary, ale jako że przy okazji przemyca naprawdę sporo ciekawych historyjek związanych z nimi, nie robiłbym z tego zarzutu. W szczególności, że sam tytuł publikacji ostrzega nas przed zawartością.

Do piwnych tematów jeszcze na pewno wrócę, gdyż trochę literatury na ten temat udało mi się zebrać.

Sky Fighters – Rycerze niebios

Sky Fighters - plakat

Wiele osób, śledzących polski rynek kinematograficzny, może zdziwić fakt, że do naszego kraju dotarł wreszcie francuski film akcji, który… uwaga… nie jest sygnowany nazwiskiem Luca Bessona! Bardzo miła odmiana, szczególnie, że jest to całkiem niezły obraz. Na wstępie jednak zaznaczę, iż „Sky Fighters” jest proste, jak budowa cepa. Nie spodziewajcie się głębokich kreacji aktorskich, szokującej, zawiłej fabuły, ani wiekopomnego przesłania. Nie zdziwcie się jednak, gdy ujrzycie najpiękniejsze, moim skromnym zdaniem, ujęcia z myśliwcami w roli głównej. Czegoś tak imponującego w historii kina lotniczego chyba jeszcze nie było! Czytaj dalej

Zaklinacz deszczu – sprawna ekranizacja sądowej prozy

Zaklinacz deszczu - plakat

Stworzenie dobrej sensacji sądowej to nie lada wyzwanie dla reżysera. Ciężko przytrzymać widza przed ekranem, gdy większa część filmu rozgrywa się na sali sądowej, którą raczej każdy stara się omijać ze względu na niezbyt miłe skojarzenia. Sprawa zaczyna jednak wyglądać interesująco, gdy za taką produkcję bierze się Francis Ford Coppola (reżyser m.in. legendarnego „Czasu Apokalipsy”), bazując na prozie mistrza tego niszowego gatunku, Johna Grishama. Efektem jego pracy był naprawdę dobry „Zaklinacz deszczu”.

Głównym bohaterem, co raczej nikogo nie zaskoczy, jest młody prawnik, Rudy Baylor (Matt Damon). Właśnie ukończył studia, zdał końcowy egzamin i dostał licencję. Trzeba przyznać, że zaczął naprawdę ostro – nie do końca zdając sobie z tego sprawę, wmieszał się w wielką batalię prawną z koncernem ubezpieczeniowym  Great Benefit odmawiającym udzielenia odszkodowania młodemu chłopakowi, choremu na białaczkę. Rudy Baylor, wraz ze swoim nowym partnerem, Deckiem Shiffletem (Danny DeVito), postanawiają nie iść na proponowaną ugodę i wygrać proces, mimo iż jest on debiutem młodego prawnika, a szanse na sukces wydają się być nikłe. Czego jednak nie robi się w imię sprawiedliwości i Ameryki? Przez cały film przewijają się jeszcze dwa wątki poboczne, również ściśle związane z amerykańskim prawem cywilnym. Czytaj dalej

Strona 1 z 512345