Pamiętacie taką kreskówkę „Batman: 20 lat później”, która swego czasu, dobrze ponad dekadę temu była emitowana bodaj na Polsacie. Gdyby nie to, że akurat wtedy już znałem angielski, zażartowałbym sobie, iż były to czasy, kiedy jeszcze nie wiedziałem, że „beyond” to nie to samo, co „20 lat później”. Tak jak „Three Kings” to nie „Złoto pustyni”. Ale to szczegół, który i tak nie dorówna „Wirującemu seksowi” i „Elektronicznemu mordercy”. Przejdźmy do meritum, czyli do Batmana. Była to seria, która prezentowała dosyć ciekawą przyszłość – kiedy to Bruce Wayne był już za stary i zbyt zmęczony, by nosić strój Mrocznego Rycerza i chronić Gotham. „Batman Beyond” opowiadało historię młodzika, Terry’ego, który, poniekąd przypadkiem, poznał historię podeszłego w wieku multimilionera i… stał się jego następcą. Natomiast pełnometrażówka, do której zaraz przejdziemy, połączyła w ciekawy sposób stare z nowym – dano nam okazję obejrzeć pojedynek nowego Batmana ze starym Jokerem.
Łatwo się domyślić, że fabuła do skomplikowanych nie należy – nawet jak na standardy animacji na podstawie komiksów (wystarczy wspomnieć relatywnie złożonego „Superman – Doomsday”). Ponad samo starcie Terry’ego w stroju Batmana z Jokerem, który w tajemniczy sposób powrócił między żywych, wiele więcej tak naprawdę tu nie znajdziecie. Oczywiście, poza próbami rozwikłania owej tajemnicy. Na scenariuszowy plus należy zaliczyć też retrospekcje, w której poznajemy losy trójki bohaterów – starego Batmana, Batgirl i drugiego z Robinów. Całość jest jednak napisana i wyreżyserowana naprawdę sprawnie, dzięki czemu godzina z hakiem spędzona przed telewizorem zdecydowanie nie będzie stracona dla żadnego fana nostalgicznych podróży.
Jeśli podobała się Wam oprawa serialu animowanego, film też na pewno podejdzie Wam pod gust, ponieważ styl oraz jakość są jedne i te same. Dla mnie niestety jest to zawsze minus – tak jak w przypadku „Batman – SubZero”. Osobiście, zdecydowanie bardziej lubię, gdy pełnometrażówki opowiadające o moich ulubionych bohaterach z dzieciństwa są narysowane w inny sposób od serialowego odpowiednika – to po prostu miła odmiana. Jeśli ktoś z Was nigdy serii nie oglądał, niech wie, iż jest to kreska charakterystyczna dla sporej większość animacji od DC - innymi słowy, postacie są złożone z prostych brył i trochę brakuje im finezji, ale z drugiej strony, jak na kreskówkę, twórcy wmieszali w swoją pracę sporo mroku.
„Return of the Joker” to zdecydowanie kawał niezłej animacji. Nie powala na kolana, ale zasługuje na miano dobrej. Każdy fan komiksów – a w szczególności Batmana w dowolnym wydaniu – powinien być z jej obejrzenia całkiem zadowolony.
Powiązane materiały:-Batman – SubZero – Nietoperek jest, szału nie ma
-Batman: Początek – Drugi początek Mrocznego Rycerza
-Superman & Shazam – The Return of the Black Adam – o początkach Kapitana Marvela
-Gdyby tak recenzja mogła sobie odleżeć… I Batman też.
-Batman: Arkham Asylum – recenzja (Xbox 360)














