Miesięczne archiwum: Grudzień 2011

Dziennik rumowy – Kobiety, wino i pianino? Bardziej rum i morza szum

Dziennik rumowy - okładka

Z twórczością Huntera S. Thompsona po raz pierwszy zetknąłem się podczas seansu z „Las Vegas Parano” (czy jak kto woli – w oryginale: „Fear and Loathing in Las Vegas”). Książka, na podstawie której powstał ów film, już leży na półce i czeka na swoją kolej. Tymczasem dane zaś mi było poznać inną powieść tegoż autora – „Dziennik rumowy”.

Czemu w taki pokrętny sposób dochodziłem do tego, co ostatnio przeczytałem? Z prostego względu – występuje tu pewna analogia. Otóż, „Dziennik rumowy” też został już sfilmowany i właśnie wchodzi do polskich kin*. Co więcej, tak jak w przypadku „Las Vegas Parano” przed kamerą stanął Johnny Depp. Wersji kinowej jeszcze niestety nie widziałem, ale mam w planach jak najszybciej to nadrobić – wtedy pewnie upichcę tekst podobny do tego o „Fight Club”. Tymczasem zajmijmy się „wersją tekstową” „The Rum Diary”.  Czytaj dalej

„Carnage” – Takiego Spider-Mana chce się czytać

Carnage - okładka

Już po raz drugi mam przyjemność czytać i oglądać historię ze Spider-Manem, za której wizualizację odpowiedzialny jest Clayton Crain – jeden z nielicznych artystów komiksowych, dobrze przeze mnie już kojarzonych z imienia i nazwiska. Pierwszy raz miałem z nim styczność przy okazji rewelacyjnej mini-serii „Venom/Carnage”, teraz zaś padło na tytuł z samym „Carnage”. I ze scenariuszem Zeba Wellsa, którego też postaram się już zapamiętać, ponieważ historia wciągnęła mnie do tego stopnia, że straciłem poczucie czasu, a od lektury oderwałem się dopiero po dobrnięciu do końca piątego, ostatniego zeszytu.

Ponownie opowieść skupia się na jednym z symbiontów. Jako się rzekło, ostatnio byli to Venom i Carnage (nawet z niejakim Toxinem na dokładkę), tym razem jest zaś sam Carnage. Choć… nie, dobrze, nie powiem. Sami się przekonacie. Sęk w tym, że czerwony symbiont ponownie sieje chaos i destrukcję na Ziemi, a co więcej – ktoś chce na tym zbić fortunę. Do gry wchodzą jednak Spider-Man i Iron Man, żeby szybko zrobić porządek. Czy im się udaje? Sięgnijcie po komiks, żeby się przekonać – fani superbohaterstwa w dobrym stylu powinni być naprawdę ukontentowani po zakończonej lekturze. Czytaj dalej

Charakternik, Jacek Piekara – Quidquid latine dictum sit, altum videtur

Charakternik, Jacek Piekara

Mimo że kolejne książki Jacka Piekary z czasem zaczęły mnie coraz bardziej zawodzić (kojarzy ktoś „Rycerza Kielichów”?), nadal dosyć często sięgam po jego prozę. Trochę nie wiem, czemu tak się dzieje – może z sentymentu. Do pewnego czasu miałem tak samo z Andrzejem Pilipiukiem. Czego nie napisał, ja przeczytałem. Dopiero za którymś razem przyszło opamiętanie i wygrałem z tym odruchem. „Charakternik” Piekary nie jest może powieścią, która by sprawiła, że zerwałbym jakikolwiek kontakt z jego pracami, ale też na pewno nie zagrzała mnie do dalszego nadrabiania zaległości w tym zakresie. Czytaj dalej

Batman #01-03 – Ten prawdziwy, detektywistyczny

Batman

Z tego, co zdążyłem już zauważyć, wynika, iż twórcy komiksów często zapominają o tym, kim właściwie jest bohater, którym w danej chwili się zajmują. W przypadku Spider-Mana, scenarzyści często pomijają fakt, iż Peter jest nie tylko ścianołazem, ale też naukowcem, redukując jego postać do atletycznie zbudowanego osiłka. To samo często spotyka Batmana. Niejeden twórca, konstruując swą misterną historię, z uporem maniaka pomijał fakt, iż Bruce jest przede wszystkim detektywem, a nie stałym bywalcem siłowni Pyton. W nowej serii DC „New 52″ to właśnie cykl o prostej nazwie „Batman” kładzie największy nacisk na aspekt „holmesowski” opowieści o Człowieku Nietoperzu. Czytaj dalej

Udanych Świąt życzę :]

Życzę Wam, żeby tych kilka dni było tak bardzo udane, jak to tylko możliwe. :] I życzę Wam też, żeby każdy dostał coś tak miłego, jak na przykład prezentujący się dumnie poniżej kozi pierniczek. :]

Pozdrawiam i do przeczytania po Świętach!

Strona 1 z 3123