Moje kanały filmowe:
MINIBLOG
- Shaolin Soccer - Idealna propozycja dla wszystkich osób, które lubią specyficzne połączenia. Mamy ...
- Husk - Raz na jakiś czas lubię obejrzeć tego typu film. "Husk" ...
- Darth Bane #1: Droga zagłady, Drew Karpyshyn - Zachęcony tekstem Pawła, postanowiłem zakupić pierwszy tom z książkowej kolekcji ...
- Gra o tron komiksowo - O tym komiksie będzie bardzo krótko z kilku powodów. OK, ...
- Kot w stanie czystym, Terry Pratchett - Szczerze mówiąc, nie interesowałem się nigdy tym, czy Terry Pratchett ...
Ostatnie komentarze
- Dafdf o Dynamiczny Duet #1 – Ostry mówi, jak to jest z tym polskim komiksem
- ANNA SAMIN o Projekt X – Imprezy wchodzą w nowy wymiar
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Rafał Kawulak o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Karathrace o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Natalia o 104 filmy 2012 – moja lista
Licznik obejrzanych filmów
Znajdziecie mnie na:
Licznik
- 189Odsłon dzisiaj:
- 160Gości dziennie:
Miesięczne archiwum: Luty 2012
Requiem dla snu, Hubert Shelby Jr. – Unikalna powieść, unikalny film
Ten tekst jest częścią cyklu „Książka kontra film”.
Darren Aronofsky ponoć kiedyś powiedział: „Musiałem zrobić film na podstawie tej powieści, gdyż słowa aż palą jej stronice”. Cóż, potwierdzam. Słowa palą stronice. Ale też kadry filmu palą taśmę. Dla mnie „Requiem dla snu” to fenomen niezależnie od formy jego podania.
Powieść można określić wieloma słowami, ale na pewno nie znalazłoby się wśród nich określenie „przystępność”. Na wiele sposobów – jest to po prostu koszmar. Zdania potrafią się ciągnąć na wiele linijek, zapominając zupełnie o takich detalach, jak składnia czy interpunkcja, przy okazji pozornie tracąc sens. Na całą książkę składa się zaś… prawie że jednolity tekst. Żadnych akapitów, jedna ściana tekstu – niezależnie od tego, czy mamy opis, dialog, monolog, strumień myśli czy może dialog na pięć osób. Wszystkim rządzi chaos, po prostu. Gdyby w ten sposób została opisana jakakolwiek inna historia, zapewne bym po prostu odpuścił, uznając autora za grafomana. Natomiast Hubert Shelby pokazał mi swoim „Requiem…”, że najlepszym sposobem na opisanie koszmaru, może być… koszmar właśnie. Czytaj dalej
Zagrałbym w dobrego Spider-Mana…
Od zawsze miałem ochotę na dobrą grę ze Spider-Manem. Pamiętam, że gdy zaczęły się pojawiać pierwsze tytuły na licencji filmu, posiadały tak astronomiczne wymagania, że musiałem obejść się smakiem. A przynajmniej tak mi się wydawało wtedy, że możemy mówić o jakimkolwiek smaku.
Po paru latach, kiedy stałem się szczęśliwym posiadaczem Xboxa 360 (teraz jestem nie mniej szczęśliwym ex-posiadaczem Xboxa), miałem (nie)szczęście pograć w „Spider-Man 3″, bazującego na filmie Raimiego. To był dramat. Ale najwyraźniej byłem w nastroju na samookaleczenie, gdyż grę skończyłem, wytarłem pada z krwi, a pudełko wyrzuciłem za okno, celując w gołębia (napisałbym „Bogu ducha winnego gołębia”, ale jak wiadomo to, dosłownie, gówno prawda, za przeproszeniem). Czytaj dalej
Not Just KoZ #3: Jedi w twojej bibliotece
Autorem tekstu jest Paweł „Sinner” Partyka.
Niedawno w TV przykuła moją uwagę pewna reklama. Rzadko widzę reklamy książek. Tym rzadziej tych w uniwersum Gwiezdnych Wojen. Nie trzeba było mnie specjalnie namawiać, bym pochylił się nad najnowszą ofertą Edipresse Polska – Kolekcją Książek Star Wars.
Nie ma osoby, która nie słyszała o Gwiezdnych Wojnach. Zdarzyło mi się spotkać kilka osób, które nie oglądały, lecz chociaż kojarzą tytuł. W nadwiślańskim kraju również nie brakuje fanów twórczości George’a Lucasa. Jest to marka, której nikt i nic nie zaszkodzi, nawet odgrzewane kotlety w 3D. Nie spodziewałem się jednak, że w Polsce – kraju o bardzo niskim poziomie czytelnictwa wśród obywateli – ktoś zdecyduje się reklamować taki sposób rozrywki. Kolekcja książek Star Wars to planowana pokaźna kolekcja 26 tytułów orbitujących wokół osi fabularnej znanej nam z filmów. Od starej republiki, poprzez wojny klonów, aż do zemsty Sithów i narodzin Dartha Vadera. Pierwszy tom to początek problemu zarówno dla Jedi, jak i ówczesnych Sithów. „Darth Bane: Droga Zagłady” autorstwa Drew Karpyshyna to tytuł, który musi być przeczytany przez każdego, kto uważa się za fana Gwiezdnych Wojen. Dawno temu, długo przed gwiazdą śmierci i Jar-Jar Binksem pewien chłopak uciekł z rodzinnej planety kopalnianej i dołączył do Imperium Sithów. Mroczni Lordowie zauważyli jego potencjał i wysłali go na Korriban, do Akademii Sithów. Tam właśnie narodził się Bane. Człowiek, który zmieni nie tylko oblicze wojny, ale i całej galaktyki. Czytaj dalej
Biały Orzeł… a może macie pytania do twórców?
Taka akcja na moim blogu będzie miała miejsce po raz pierwsze i przyznaję, że po cichu bardzo liczę na to, że Wam się spodoba. Bardzo niedawno pisałem o nowym polskim superbohaterze. Takim prawdziwym superbohaterze. Białym Orle. Otóż, nadarzyła się świetna okazja do przeprowadzenia wywiadu z twórcami! Nie ukrywam, mam do nich masę pytań. Czemu się zdecydowali na taki komiks? Czemu założyli własne wydawnictwo? Jak sobie radzą na rynku? Jakie mają plany na przyszłość? To tylko wierzchołek góry lodowej.
Pomyślałem jednak, że może macie jakieś pytania, na które sam bym w życiu nie wpadł? Macie? A podzielicie się? Najciekawsze pytania zadam twórcom podczas wywiadu, zaś w później opublikowanym tekście ich autorzy oczywiście zostaną wymienieni z „xywy”. :] Zasady są proste: swoje propozycje pytań do autorów „Białego Orła” piszcie w komentarzach pod tym wpisem. Czekam na propozycje do niedzieli, do godziny 23:59. Po tym terminie wezmę się za lekturę i stworzę listę najciekawszych, moim subiektywnym zdaniem, zagadnień.
Tak więc do dzieła! Łapcie za klawiatury, czekam z niecierpliwością na Wasze propozycje. :]
Konkurs z yerba mate od Yerbaciarni Terere – wyniki!
Danego słowa szczęśliwie udało mi się dotrzymać – jest niedziela, są też wyniki. Oczywiście, o ile nadejście niedzieli za bardzo ode mnie nie zależało, o tyle zebranie się w sobie i przejrzenie wszystkich 60 postów już tak. :] Początkowo bałem się, że będzie ciężko wybrać jedną wypowiedź, która najbardziej przypadnie do gustu, ale ostatecznie okazało się, że jest inaczej. Niejaki Hitokiri trafił w moje poczucie humoru niemalże idealnie. Jego wypowiedź co prawda nie zawiera walorów edukacyjnych i raczej należy do rzeczy z cyklu „nie róbcie tego w domu”, ale co tam – mnie rozbawiła i nic na to nie poradzę. Poniżej zaś owa wypowiedź, a jeszcze niżej, pod nią, parę informacji dla owego szczęśliwca, który zgarnął komplet do picia yerby – wraz z samą yerbą, rzecz jasna – ufundowany przez Yerbaciarnię Terere. Czytaj dalej











