Archiwum kategorii: Ostatnio w kinie

Maczeta – tylko doskonały?

Machete

„Maczeta” to chyba jedyny film, na który w tym roku czekałem. OK, był jeszcze „Iron Man 2”, który niestety w mojej opinii był „jedynie” dobry. Kiedy trzy lata temu oglądałem trailer z Dannym Trejo w roli głównej, emitowany przed pokazami „Planet Terror”, nie myślałem, że ten film powstanie. Obstawiałem, że Rodriugez wraz ze swoją ekipą zrobili świetny, klimatyczny żart i tyle. A później się okazało, że to nie był żart, zaś moje oczekiwania względem tej produkcji wywindowały się w okolice nieboskłonu.

Czytaj dalej

Dla niej wszystko – właśnie tyle dał z siebie Russell Crowe

dla niej wszystko

Russell Crowe zajmuje w moim osobistym rankingu aktorów bardzo specyficzną pozycję. Z jednej strony nie lubię go w ten najbardziej ludzki ze sposobów – po prostu nie wzbudza mojej sympatii. Z drugiej zaś strony, podziwiam go jako aktora i jestem fanem jego talentu. Poza tym, gdy odejdzie już stara gwardia na czele ze Stallonem, poza Crowem nie zostanie wielu prawdziwych mężczyzn w Hollywood. Oczywiście, to aktorzy zupełnie różni gatunkowo, ale postawności, charakteru i błysku szaleństwa w oku nie sposób im odmówić. Zaś „Dla niej wszystko” to kolejny dowód na to, że Crowe jest po prostu geniuszem. Czytaj dalej

Harry Potter 7/1 – może chociaż fanom się spodoba

HP7

Fanem Harry’ego Pottera zdecydowanie nie jestem, ale – jeśli pamięć mnie nie myli – filmy widziałem chyba wszystkie. W szczególności te mroczniejsze części stanowiły całkiem przyzwoitą rozrywkę. Bez szału, ale zdecydowanie dało się na seansie miło spędzić czas. Były czary, efekty specjalne, granie w rugby na miotłach, skrzaty podobne do Putina etc. Trochę brakowało seksu, dragów i rock’n'rolla, ale to miała być bajka dla dzieci – nie można mieć wszystkiego. Liczyłem, że HP7/1 – w rzeczywistości pierwszy odcinek siódmej części przygód młodego czarodzieja, a nie nowy laptop od Hewletta Packarda – będzie podobny. Czytaj dalej

Piła 3D – Finał bez ikry

Piła 3D

Serię „Piła” lubiłem od początku. Oczywiście, najbardziej podobała mi się pierwsza część, która dla mnie – wtedy, kiedy miała premierę – była czymś naprawdę świeżym. Kolejne części zmieniły trochę formułę protoplasty i zaczęły wić coraz gęstszą sieć intryg, ale utrzymywały dosyć równy poziom. Co ciekawe, mimo wyprodukowania łącznie aż siedmiu części, nie powstała z tego seria równie absurdalna, co – dajmy na to – „Piątek trzynastego”. Czy jednak ostania część, z nazwą przyozdobioną nie „siódemką” lecz dopiskiem „3D”, jest takim zakończeniem serii, które zaspokoi fanów?

Według mnie, niestety nie. Scenariusz toczy się według dobrze znanego już schematu. Do krwawego domku dla lalek trafia kolejny Ken (Bobby Dagen), któremu w najbliższym czasie przydarzy się wiele naprawdę przykrych rzeczy. Oczywiście, jest to kara za jego grzechy, zaś dotarcie do końca labiryntu ma być symbolem jego oczyszczenia i odrodzenia – w tym zakresie: nihil novi. W tle zaś przewija się intryga, która ciągnie się bodaj od części trzeciej (oczywiście, z odwołaniami nawet do „jedynki”). Tu w głównych rolach ponownie występuje żona Jigsawa (Betsy Russell) i jego następca, Mark (Costas Mandylor). Liczyłem, szczerze mówiąc, że zawiązanie tego wątku będzie trochę bardziej… imponujące? Intrygujące? Zaskakujące? Ciężko mi jednoznacznie określić – grunt, że miałem nadzieję na coś „bardziej”. Zaś po seansie jedyne, co miałem do powiedzenia, to: „Aha”. W tym zakresie nawet poprzednie epizody lepiej sobie poradziły. Czytaj dalej

Policja zastępcza – Uczta dla fanów absurdu

The Other Guys

Są takie filmy, które dzielą widownię na dwie spolaryzowane grupy. Pierwsza, znacznie większa, ma problemy, by wysiedzieć do końca seansu, a pieniądze wydane na bilet uważa za jedne z najgorzej ulokowanych w swoim życiu. I jest ta druga grupa, pozostali goście, którzy co i rusz śmieją się niemalże do utraty przytomności, radując się, że w końcu do kin trafiło coś świeżego i ożywczego. Szczęśliwe, podczas seansu „The Other Guys” (u nas – „Policja zastępcza”) byłem w tej drugiej grupie.

Filmy Adama McKaya nie są szczególnie popularne w Polsce. Osobiście, bardzo nad tym ubolewam, gdyż takie produkcje, jak „The Ballad of Ricky Bobby” czy „Anchorman: The Legend of Ron Burgundy” powodowały u mnie histeryczne ataki śmiechu, wywołane naprawdę oryginalnym, absurdalnym poczuciem humory. Ba, nawet na arenie międzynarodowej, sądząc po ocenach na IMDB, nie są one szczególnie cenione. Zaś „The Other Guys” to kolejny owoc jego współpracy z Willem Ferrellem. Osobiście, jestem zachwycony. Czytaj dalej

Strona 15 z 16« Pierwsza...10111213141516