Moje kanały filmowe:
MINIBLOG
- Darth Bane #1: Droga zagłady, Drew Karpyshyn - Zachęcony tekstem Pawła, postanowiłem zakupić pierwszy tom z książkowej kolekcji ...
- Dziewczyna w czerwonej pelerynie - rozwiązanie konkursu - Najwyższa pora na ogłoszenie wyników w konkursie z filmem na ...
- Fanboys - Intrygujący film - bardzo ciekawie łączy motywy kina drogi z ...
- Gra o tron komiksowo - O tym komiksie będzie bardzo krótko z kilku powodów. OK, ...
- Husk - Raz na jakiś czas lubię obejrzeć tego typu film. "Husk" ...
Ostatnie komentarze
- Dafdf o Dynamiczny Duet #1 – Ostry mówi, jak to jest z tym polskim komiksem
- ANNA SAMIN o Projekt X – Imprezy wchodzą w nowy wymiar
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Rafał Kawulak o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Karathrace o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Natalia o 104 filmy 2012 – moja lista
Licznik obejrzanych filmów
Znajdziecie mnie na:
Licznik
- 189Odsłon dzisiaj:
- 160Gości dziennie:
Archiwum kategorii: Recenzje filmów
Tron: Dziedzictwo – porozmawiajmy o Willing Suspension of Disbelief
Wiecie, czym jest tak zwane „Willing Suspension of Disbelief”? Cytując za angielską wikipedią:
Suspension of disbelief or „willing suspension of disbelief” is a formula for justifying the use of fantastic or non-realistic elements in literature.
W wolnym tłumaczeniu z ichniego na nasze – to umiejscowienie elementów fantastycznych w utworze (tu: literackim, ale filmów też się tyczy jak najbardziej) w taki sposób, by widz był skłonny uwierzyć w ich wiarygodność. Oglądając pierwszego „Matrixa” mówił ktoś: „ej, ale ludzie nie potrafią latać”? Nie, a przynajmniej ja nie słyszałem. Czemu? Ponieważ bracia Wachowscy tak wprowadzili ten element do swojego filmu, że widzowie byli w stanie go zaakceptować, mimo iż był nierealny. Problem pojawia się wtedy, kiedy autorowi ta sztuka nie wyjdzie. Czytaj dalej
Underworld 2 – Powrót pięknej wampirzycy
Pisanie o takich filmach, jak „Underworld: Evolution” zawsze wydaje mi się dość kontrowersyjne. Jak ocenić film, który z jednej strony daje bardzo dużo zabawy i przyjemności z oglądania, a z drugiej – jest pełny nielogiczności i nieścisłości, które zwyczajnie rażą? Po seansie byłem bardziej niż zadowolony, że miałem okazję poznać kontynuację przygód Seleny (Kate Beckinsale) i Michaela (Scott Speedman). Jednak po kilku dniach naszły mnie chwile refleksji i zdałem sobie sprawę, że kilka rzeczy do siebie kompletnie nie pasuje. Co w sumie nie ma też większego znaczenia.
Jako się rzekło, film jest kontynuacją produkcji z roku 2003 w reżyserii Lena Wisemana. Selena pomaga Michaelowi w opanowaniu nowych umiejętności związanych z byciem hybrydą i równocześnie prowadzi krucjatę przeciw wampirom, które ją zdradziły. W tym samym czasie budzi się z wiekowego snu Marcus (Tony Curran) – pierwsza istota, która została zarażona wampiryzmem. Jego celem jest odnalezienie brata – Williama (Brian Steele) – który dla odmiany jest ojcem wszystkich wilkołaków. Jak się szybko okazuje – kluczem do wypełnienia tej misji jest nie kto inny, jak właśnie piękna Selena. Czytaj dalej
Vexille – pięknie, ale bez ikry
Przyznaję, że po „Vexille” oczekiwałem sporo. Uwielbiam klimaty „Appleseeda” czy „Wonderfull Days” – akcja, komputerowa animacja i masa efektów specjalnych podlanych sosem science fiction. Niestety, jak pokazała praktyka – spodziewałem się zbyt wiele.
„Vexille” cierpi zasadniczo tylko na jedną przypadłość, ale jest to przypadłość znacząca. Otóż, zamiast usadowić się w kategorii „film akcji”, trafiła omyłkowo do „nudnego filmu akcji” i już tam została. W teorii wszystko jest jak najbardziej na miejscu. Mamy pościgi, walki, wybuchy, walące się budynki. Jednak te części składowe same w sobie nie podniosą widzowi poziomu adrenaliny we krwi. Do tego trzeba jeszcze sprawnego montażu – i tego właśnie „Vexille” nie ma. Wszystkie – w założeniach zapewne dynamiczne – sekwencje zostały zrealizowane bez werwy i polotu. Czytaj dalej
W doborowym towarzystwie – Towarzystwo faktycznie nie najgorsze
Czasem człowieka nachodzi chęć obejrzenia filmu miłego, lekkiego i przyjemnego. Powinien być obrzydliwie politycznie poprawny, z obowiązkowym happy endem. Gdyby jeszcze śmieszył raz na kilka minut, to już byłoby wręcz cudowanie. Właśnie z myślą o takich chwilach Paul Weitz najwyraźniej nakręcił swój film – „W doborowym towarzystwie”. Warto wspomnieć, że ten pan dostarczał już nam zabawy przy okazji filmów „Był sobie chłopiec” czy „Mrówka Z”. Gdyby sprawdzać zgodność „In good company” z przedstawionym powyżej „ideałem”, to otrzymany wynik na pewno oscylowałby w okolicach 100%.
Przyjemna, sztampowa fabuła doskonale pasuje do lekkiej konwencji. Na talerzu dostajemy opowieść o perypetiach 50-letniego weterana branży reklamowej, Dana Foremana (Dennis Quaid) i jego nowego szefa – 26-letniego „złotego dzieciaka” (Topher Grace). Mamy tu wszystko – zwolnienia, awanse i romanse. Jedyny problem stanowi przesadzony kontrast między „tymi dobrymi” i „tymi złymi”. Czytaj dalej
W pogoni za Amy – Kevin Smith na poważnie
Kevin Smith jest znany nie tylko z oryginalnego poczucia humoru, ale również z tego, że większość jego filmów to odzwierciedlenie autorskich poglądów na życie religijne, społeczne lub osobiste. Co więcej, sposób, w jaki na ogół daje ujście swoim przemyśleniom, jest, delikatnie mówiąc, kontrowersyjny. Tak było z „Dogmą”, tak było ze ” Sprzedawcami” i tak również jest z filmem „W pogoni za Amy”. Tym razem na warsztat trafiła obszerna część stosunków międzyludzkich, która od dłuższego czasu budzi spory i rozbieżne oceny na całym świecie. Najwyraźniej Kevin Smith nie mógł pozostać bierny i również dorzucił swoje trzy grosze do popularnego tematu homoseksualizmu… i nie tylko. Czytaj dalej











