Moje kanały filmowe:
MINIBLOG
- Darth Bane #1: Droga zagłady, Drew Karpyshyn - Zachęcony tekstem Pawła, postanowiłem zakupić pierwszy tom z książkowej kolekcji ...
- Dziewczyna w czerwonej pelerynie - rozwiązanie konkursu - Najwyższa pora na ogłoszenie wyników w konkursie z filmem na ...
- Fanboys - Intrygujący film - bardzo ciekawie łączy motywy kina drogi z ...
- Gra o tron komiksowo - O tym komiksie będzie bardzo krótko z kilku powodów. OK, ...
- Husk - Raz na jakiś czas lubię obejrzeć tego typu film. "Husk" ...
Ostatnie komentarze
- Dafdf o Dynamiczny Duet #1 – Ostry mówi, jak to jest z tym polskim komiksem
- ANNA SAMIN o Projekt X – Imprezy wchodzą w nowy wymiar
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Rafał Kawulak o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Karathrace o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Natalia o 104 filmy 2012 – moja lista
Licznik obejrzanych filmów
Znajdziecie mnie na:
Licznik
- 189Odsłon dzisiaj:
- 160Gości dziennie:
Archiwum kategorii: Recenzje filmów
Giganci ze stali (DVD) – O Transformerach i Wolverinie raz jeszcze
„Giganci ze stali” są bodaj pierwszym filmem, przy którym mogłem dokładnie zaobserwować, jakie spustoszenie w całkiem przyzwoitym filmie aktorskim może poczynić dubbing. W okolicach premiery wspomnianego filmu, przeszedłem się do kina i wyszedłem ze zdruzgotaną psychiką. Nie wiedziałem, że „Real Steel” miało mieć podłożone polskiego głosy – nie pomyślałem nawet, żeby sprawdzić. W końcu to film od 13. roku życia, tych się u nas chyba nigdy nie dubbinguje. I to był błąd. W polskich kinach „Giganci ze stali” dostali oznaczenie „7+”. Oraz polskich lektorów.
Jako że nie wszyscy pewnie znają mój materiał o „Gigantach ze stali”, trzeba przybliżyć podstawy. Głównym bohaterem jest Charlie Kenton. Ex-bokser oraz ex-ojciec. Po zakończeniu kariery na ringu, wziął się za walki robotów, które są rozrywką numer jeden w roku 2020. Efekty, niestety, nie są najlepsze – jego zawodnicy przegrywają kolejne walki, zaś on sam przegrywa starci z butelką. W takiej sytuacji poznaje go na nowo jego syn, porzucony za młodu i zostawiony z samą tylko matką. Niestety, rodzicielka niedawno zmarła i ktoś musi zaopiekować się młodym. Co robie Charlie? Podnosi się z rynsztoku i staje lepszym człowiekiem, jak na film dla 7-latków przystało? Może, ale najpierw… sprzedaje prawa rodzicielskie za 100.000 dolarów dalszej rodzinie. Musi tylko wytrzymać dwa miesiące, po czym może zainkasować gotówkę. Czytaj dalej
Giganci ze stali – dubbingowy gwałt
Pytanie na dobry początek – jaki macie odruch, gdy widzicie, że zaraz na ekrany wejdzie film z Wolverinem i wielkimi robotami, które walczą na ringu do ostatniej kropli smaru? Osobiście, mimowolnie wyciągam kasę z portfela i kupuję bilet na seans. Myślałem, że „Real Steel” – czy też po naszemu „Giganci ze stali” – nie może być złym filmem w swoim gatunku. Ta produkcja miała wszystko. Hugh Jackman i wspomniane roboty to dla mnie recepta na epicką rozwałkę w najlepszym wydaniu.
A teraz pomyślcie, że po kupieniu biletu okazuje się, iż produkcja jest przeznaczona dla 7-latków. Tak, dla osób, które urodziły się w okolicach 2004 roku. Ale to nie koniec atrakcji – gdy tylko Hugh Jackman otworzył usta, okazało się, iż w najlepsze… korzysta z dorobku nie Shakespeara a Mickiewicza. Tak „Giganci ze stali” są zdubbingowani. Dramat, horror, koszmar, tragedia – to pierwsze słowa, jakie przyszły mi do głowy, gdy zdałem sobie sprawę z tego, co słyszę. Czytaj dalej
Green Hornet 3D – film, którego nie było
Często miewacie z filmami tak, że na seansie bawicie się nawet nie najgorzej, ale dzień po wyjściu z sali zapominacie, że dana produkcja w ogóle istniała? Właśnie tak wyglądają moje doświadczenia z najnowszym remake’iem „Green Horneta”.
Gdyby przyjrzeć się owemu filmowi pobieżnie, na pierwszy rzut oka wszystko wydawałoby się być na miejscu. Mamy masę luksusowych, niemal antycznych samochodów, dużo wybuchów, mało myślenia. Fabuła też jest do zniesienia – bogaty syn bogatego redaktora naczelnego musi skończyć z imprezowaniem i przejąć schedę po dopiero co zmarłym ojcu. Jako jednak, że funduszy mu nie brakuje, zaś mózg do najsprawniejszych nie należy, postanawia wydać fortunę na zostanie super bohaterem. Znajduje sobie szybko pomagiera i rusza do boju.
Green Lantern – Wieczny student powraca w zielonym lateksie!
Jak dotąd wydawnictwem znanym z promowania tłumnie i hucznie swoich bohaterów znany był głównie Marvel. DC Comics miało przede wszystkim Batmana, który łącznie wystąpił tylko od lat 90-tych w aż sześciu filmach, i Supermana, który po serii sprzed kilku dekad zaliczył długą przerwę i powrócił, w nieszczególnie powalającym stylu, dopiero w 2006 roku. Natomiast w tym roku po raz pierwszy DC wzięło się za zekranizowanie przygód mniej popularnego bohatera, znanego jako Green Lanter, tudzież Zielona Latarnia.
Oczywiście, bardziej dociekliwi widzowie zauważą, że przecież były niedawno jeszcze dwa filmy, które zajmowały się bardziej niszowymi komiksami od DC. Owszem, zgadza – mowa o „Watchmen” oraz o „Jonah Hex”. Dlaczego we wstępie pominąłem te produkcje? Ponieważ o Strażnikach można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że są typowymi bohaterami. Natomiast ekranizację przygód Jonah Hexa ciężko w ogóle nazwać filmem, co zresztą stanowi materiał na oddzielny, cóż, materiał – w szczególności biorąc pod uwagę naprawdę niesamowitą obsadę, którą udało się w tej filmowej masakrze zgromadzić. Czytaj dalej
Happy Feet 2 – Stepujące pingwiny w rytmach Queen
Pierwszy „Happy Feet”, znany też jako „Tupot małych stóp” był filmem, według mnie, mocno przeciętnym, co najwyżej ocierającym się o określenie „sympatyczny”. Z drugiej strony, ocierał się też o określenie „niepokojący”. Ja wiem, że tematem animacji może być wszystko, gadające zwierzęta to absolutny standard, a samochody ze słowotokiem już dawno weszły na salony. Ale stepujące pingwiny? Jaki proces myślowy temu założeniu towarzyszył, nie wiem. Że wyglądają czasem, jakby od urodzenia nie zdejmowały fraków? I dlatego stepują? Czasem fascynuje mnie podobnie pokrętna logika. Niestety, „Happy Feet 2″ nie dało mi odpowiedzi na te wszystkie nurtujące kwestie. Ale za to jest naprawdę dobrym filmem, dużo lepszym od jedynki. Czytaj dalej











