Moje kanały filmowe:
MINIBLOG
- Shaolin Soccer - Idealna propozycja dla wszystkich osób, które lubią specyficzne połączenia. Mamy ...
- Husk - Raz na jakiś czas lubię obejrzeć tego typu film. "Husk" ...
- Darth Bane #1: Droga zagłady, Drew Karpyshyn - Zachęcony tekstem Pawła, postanowiłem zakupić pierwszy tom z książkowej kolekcji ...
- Gra o tron komiksowo - O tym komiksie będzie bardzo krótko z kilku powodów. OK, ...
- Kot w stanie czystym, Terry Pratchett - Szczerze mówiąc, nie interesowałem się nigdy tym, czy Terry Pratchett ...
Ostatnie komentarze
- Dafdf o Dynamiczny Duet #1 – Ostry mówi, jak to jest z tym polskim komiksem
- ANNA SAMIN o Projekt X – Imprezy wchodzą w nowy wymiar
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Rafał Kawulak o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Karathrace o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Natalia o 104 filmy 2012 – moja lista
Licznik obejrzanych filmów
Znajdziecie mnie na:
Licznik
- 189Odsłon dzisiaj:
- 160Gości dziennie:
Archiwum kategorii: Felietony o grach
StarCraft II – Król
Przyznaję, że w RTS-y nie gram zbyt wiele. Nigdy nie potrafiły mnie do siebie przekonać, gdyż większość tego typu gier jest często słabo zbalansowana, jeśli stara się o różnorodność, lub zupełnie pozbawiona różnorodności, jeśli stara się o dobry balans. Wyjątkiem był wydany w roku 1998 StarCraft. To był kolejny powód, dla którego przestałem w ogóle zaprzątać sobie głowę różnymi strategiami czasu rzeczywistego. „Po co mam poznawać inne gry, skoro jest StarCraft?” – zadawałem sobie takie pytanie dosyć często. I nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi. A gdy jednak próbowałem swoich sił z innymi RTS-ami, zawsze wracałem ostatecznie do StarCrafta. Jedyną serią, która na dłużej przykuła moją uwagę, był Dawn of War, co – w moim prywatnym rankingu – automatycznie stawia ją na drugim miejscu. Cóż, właściwie to na trzecim. Przecież ostatnio pojawił się StarCraft II. Czytaj dalej
StarCraft 2, dystrybucja elektroniczna i banki via WWW
Są takie chwile, kiedy myślę sobie, że technologia jest po prostu niesamowita i cały czas potrafi mnie zaskoczyć. Dziś jest taki dzień. Siedzę sobie nad morzem i… kupuję StarCrafta II. W dniu premiery i to 50 zł taniej niż w Empiku, popijając przy tym kawę i – niczym w sloganie reklamowym – nawet nie wychodząc z domu.
Dystrybucja elektroniczna. Interfejs WWW mojego banku. Wi-fi. Laptop wielkości zeszytu A5. Ze wszystkich tych technologii i rozwiązań korzystam na co dzień, jednak nie co dzień łączę je wszystkie na raz. Nie w takiej chwili, nie w takim celu. Zawsze uważałem to za pewną formę ekstrawagancji – przecież z zakupami można poczekać te kilka dnia, prawda? Prawda?! Czytaj dalej
Aliens vs Predator i kwestia multi
Właśnie zacząłem testować AVP. Jako że zlecenie jest przede wszystkim na recenzję multi, to zacząłem od tego trybu. Początkowo czułem się strasznie pogubiony, ponieważ w pierwszej potyczce przydzieliło mi rolę predatora, a w drugiej – obcego. A że serii nie znam, to nie wiedziałem, co robić – biegałem dosłownie jak dziecko we mgle. Ale jak się ogarnąłem i sprawdziłem rozkład klawiszy, rundy kończyłem w połowie stawki lub nawet trochę powyżej, więc nie było źle.
Samo multi jest naprawdę przyjemne. Nie wiem, czemu średnia ocen w necie wynosi 66%. Jakiś czarny PR czy jak?
Czytałem kilka tekstów i wychodzi na to, że gra jest piętnowana za słabego single’a. To czemu ocena nie jest podnoszona za dobre mutli? Gdyby tak podejść do Modern Warfare 2, tytuł zasługiwałbym na – maksymalnie – 7/10, ponieważ kampania dla jednego gracza jest naprawdę marna. Czytaj dalej
Darksiders – pierwsze wrażenia (Xbox 360)
Po trzech trzech tygodniach bez odpalania Xboxa nastąpił przełom. Mianowicie – dostałem kolejne dwa tytuły do recenzji. ;] Tym razem, jak sam tytuł wpisu wskazuje, jednym z nich jest Darksiders, na temat temat którego materiał przygotowało niedawno Blistered Thumbs.
Po pierwszych chwilach zabawy uczucia mam mieszane. Z jednej strony, całość wygląda naprawdę ładnie, zaś konwencja graficzna, która początkowo kojarzyła mi się z World of Warcraft, przypadła mi do gustu. Jeśli chodzi o przepych graficzny, naprawdę niczego nie brakuje. W szczególności, jeśli ktoś lubi rozlewać po asfalcie galony krwi i obserwować efekciarskie ciosy kończące.
Trochę gorzej, póki co, ma się sprawa z grywalnością. Niestety, paleta dostępnych na początku ruchów jest naprawdę dosyć okrojona, przez co na razie większość starć polegała na odpowiednim wyczuciu rytmu we wciskaniu X. Dobrze, że przynajmniej uniki są witalną częścią systemu walki, dzięki czemu przed graczem de facto stoi trochę większe wyzwanie niż mogłoby się wydawać. Trzeba jednak poczekać i zobaczyć, jak się całość rozkręci. Zapewne już niedługo na Gaminatorze będzie mogli przeczytać na temat obszerny tekst. ;]
Dragon Age: The Wayback Machine
Jako że ostatnie dni spędzam w domu, powalony zwolnieniem lekarskim, na które skusiłem się pierwszy raz od pięciu lat, postanowiłem zainwestować trochę grosza w medycynę alternatywną. Starcie stoczyło się między Dragon Age i Risenem, przy czym decyzja de facto okazała się prosta. Risena odłożyłem na bliżej nieokreśloną przyszłość, a Dragon Age wylądował w czytniku konsoli. Niech błogosławione będą zwolnienia lekarskie… Poczułem się jak “za dawnych lat”, kiedy naprawdę zdarzało mi się zarwać nockę nad jakimś tytułem, przy czym zawsze było to cRPG. W inne gatunki też grywałem, ale nigdy nie potrafiły mnie one tak przykuć do fotela i monitora jednocześnie. Ostatni raz chyba przy okazji Nocy Kruka zdarzyło mi się, bym wyłączał komputer dopiero wtedy, gdy równocześnie miałem wschód słońca za oknem i na ekranie. A to było blisko pięć lat temu (nie, nie brałem wtedy zwolnienia lekarskiego).











