Archiwum kategorii: Recenzje gier

Aliens vs Predator – AVP okiem niewtajemniczonego

AvP

Tak się to wszystko ułożyło, że na moim biurku niespodziewanie wylądowała płytka z xboxową wersją najnowszej edycji Aliens vs Predator. Taka już dola recenzenta, że czasem – czy wręcz: na ogół – przychodzi mu zajmować się tytułami, które interesowały go tyle, co zeszłoroczny śnieg. Tak jest w przypadku mojej relacji z AVP – nie znam tej serii, na kontynuację nie czekałem, uniwersum mnie nie interesuje. Dlatego informuję o tym już we wstępie – to recenzja osoby, która nie jest fanem tej sagi. Czy przeszkadzało mi to w zabawie? Otóż… nie! A być może nawet pomogło.

Po zakończonej przygodzie z AVP nie rozumiem jednego – czemu ten tytuł zgarnia tak słabe noty? Oczywiście, tak jak już o tym przed chwilą wspomniałem, pytanie to zadaję z pozycji osoby niewtajemniczonej. Możliwe, że gdybym przez całe dzieciństwo katował poprzednie gry z serii i z wypiekami na twarzy oglądał kolejne odsłony ósmego pasażera Nostromo, czułbym się rozczarowany grą Rebellion ze względu na jakieś potknięcia w szczegółach tu i ówdzie. Czytaj dalej

Amazing Spider-Man – Gra, na którą zasługiwaliśmy, czy której potrzebowaliśmy?

Amazing Spider-Man - Gra - Okładka

Temat gier o Człowieku Pająku jest długi jak rzeka. Taka bardziej mulista, niezbyt narowista, mało urozmaicona, przez co w dużej mierze po prostu nudna. Z jednej strony wyraźnie widać, iż jest to postać, z której można wycisnąć więcej kasy niż z typowego bohatera. Taki Thor czy Iron Man doczekali się „egranizacji” tylko w sytuacji, gdy wersja multimedialna wychodziła razem z filmem. Na ogół były to nieprzyjazne graczom i całej reszcie otoczenia gnioty. Oczywiście, Spider-Man też zaliczył kilka takich tytułów – świadczy o tym chociażby ten wpis, w którym omawiamy produkcję wydaną z okazji premiery ostatniego obrazu kinowego. Wcześniej zaś były jeszcze trzy gry, wydane w identycznych okolicznościach. Z drugiej jednak strony, to jeden z nielicznych bohaterów, który doczekał się multimedialnych przygód „tak po prostu”. Były to takie tytuły, jak Web of Shadows, Shattered Dimensions, Edge of Time czy Friend or Foe. I dużo starsze Ultimate. Chyba tylko Batman potrafi się pochwalić równie długą listą gier niezwiązanych z filmami (i, oczywiście, zjada je bez popijania). Czy w takim razie, w związku z ewidentną popularnością tematu, możemy liczyć na to, że ktoś w końcu będzie chciał dostarczyć wysokiej jakości produkt, czy jednak dalej będziemy po prostu dojeni ze względu na nasz sentyment do postaci? Czytaj dalej

Amped 3 – Tony Hawk na śniegu

Amped3

Od dawna miałem wielką ochotę zagrać w coś, co byłoby można nazwać tak, jak tę recenzję – Tonym Hawkiem na śniegu. Bodaj rok temu miałem przyjemność grać w Shauna White’a, który choć niezły, prezentował jednak inną filozofię rozrywki. Może karkołomną, ale nie aż tak radośnie aracade’ową. Jak się okazało, żeby znaleźć to, czego szukałem, było trzeba się cofnąć aż do roku 2005 i pierwszych gier wydanych Xboxa 360. Ponieważ wtedy powstało Amped 3.

Z poprzednimi odsłonami serii nie miałem okazji się zetknąć – nie zostały wydane na next-genie Microsoftu, więc siłą rzeczy mnie ominęły. Warto za to zaznaczyć, że „trójeczka” jest exclusivem dla X360 – nie jest to żaden morderca pokroju co najmniej Crackdowna, o Gears of War nie mówiąc, ale i tak nie wypada takiej informacji pominąć. Czym zaś jest sama gra? Cóż, najlepiej byłoby użyć tu kilku solidniejszych wulgaryzmów, żeby opisać nie tylko szalone ewolucje, które wykonujemy, ale też totalnie pokręconą i – nie bójmy się tego słowa – chorą otoczkę. Wybaczcie łacinę, ale trzeba scenarzystom oddać sprawiedliwość: są po prostu posrani. Bardzo i najwyraźniej od dziecka. Czytaj dalej

Arcanum: Przypowieść o Maszynach i Magyi – Steampunk ojców Fallouta

arcanum

Arcanum… Tak, na tę grę to ja długo czekałem. Pamiętam, jakby to było wczoraj. Jeśli się nie mylę, premiera miała miejsce jakoś we wrześniu (może październiku) 2001 roku. Tak mi się ta data wyryła we wspomnieniach, gdyż przecież nie co dzień ukazuje się na półkach sklepowych dzieło twórców Fallouta. Zapowiadało się hucznie. Duże możliwości, jeszcze większy świat i kapitalna fabuła z licznymi sub-questami. I, z mojego punktu widzenia, obietnice zostały w pełni spełnione. Przynajmniej jeśli chodzi o zawartość merytoryczną Arcanum. Ale po kolei.

Akcja zaczynała się od typowego dla Hitchcocka trzęsienia ziemi. Jako jeszcze nic nieznaczący człek bierzemy udział w katastrofie pierwszego na świecie sterowca, który odbywał właśnie swój inauguracyjny lot. Los chciał, że tylko my wyszliśmy z tego wypadku bez większych urazów (no, może poza psychicznym). Od umierającego pod stertami złomu gnoma dostajemy pierścień, który, w ramach ostatniej przysługi względem konającego, mamy dostarczyć do jego przyjaciela – tajemniczego G.B. Żeby nie było zbyt nudno, z ust wędrowca – Virgila – dowiadujemy się, że pikowanie płonącego sterowca przypominało niemalże ząb w ząb prastare elfie proroctwo. Nie byłoby może w tym nic aż tak frapującego, gdyby nie to, że w przepowiedzianych ogniach miało się narodzić… nowe wcielenie ichniego boga! Czytaj dalej

Army of Two: The 40th Day – Wejście smoków

cover

Army of Two: The 40th Day było dla mnie typową grą, którą recenzowałem, ponieważ ktoś to i tak musi zrobić. Jedynka mi zupełnie nie podeszła. Nie widziałem sensu gry (skoro nie musiałem recenzować) w coś, co chce być klonem Gears of War, ale nie za bardzo sobie z tym zadaniem radzi. Tego samego spodziewałem się po kontynuacji. Jak się okazało, czekała na mnie miła niespodzianka.

Przyznaję się bez bicia, że nadal nie do końca wiem, o co chodziło w The 40th Day, mimo że całość z radością przeszedłem. Rios i Salem, bohaterowie pierwszej części, trafiają do Szanghaju, gdzie mają wykonać podejrzanie prostą misję. Jak się okazuje, haczyków nie ma i zadanie faktycznie jest po prostu łatwe. Sęk w tym, że gdy już się z nim uporali, Szanghaj „się akurat wziął i wybuchł”. Całe szczęście, okazało się, że nie tylko ja nie rozumiem, co i dlaczego się dzieje – bohaterowie też byli zaskoczeni. Grunt, że przez najbliższe sześć godzin będą się przebijać przez ruiny, wybijając w pień armię klonów, ratując swoją koleżankę, zabijając złego dyktatora i odlatując w kierunku zachodzącego słońca. Do ostatniej chwili nie wiedziałem, dlaczego, ale… cholera, fajnie było! Czytaj dalej

Strona 1 z 351234567...Ostatnia »