Archiwum kategorii: Różne serie

Gra o tron komiksowo

Gra o Tron - komiks okładka

O tym komiksie będzie bardzo krótko z kilku powodów. OK, w sumie z dwóch: ani nie czytałem jeszcze powieści, ani nie oglądałem jeszcze serialu. A po pierwszym zeszycie mam wrażenie, że jednak obrazkowa „Gra o tron” jest skierowana właśnie do osób, które znają przynajmniej jedną z powyższych wersji. Może gdybym miał od razu kilka pierwszych komiksów, miałbym szansę na poznanie bohaterów i zżycie się z nimi. Niestety, część pierwsza bardzo skacze po wątkach, na każdym zostając po 3-4 strony, dlatego też jest raczej ciężka w odbiorze dla niewtajemniczonego.

To zaś, co przykuło moją uwagę, to zdecydowanie oprawa wizualna. Jest śliczna. Nawet jeśli sukces komiksu ma bazować jedynie na sukcesie czy to książki, czy serialu, widać, że twórcy włożyli w niego sporo pracy. Sama przyjemność – patrzeć na takie rysunki.

Za komiks dziękuję serdecznie Roztargnionemu Wilczurowi, naczelnemu bloga W Otchłanii Komiksu.

Duke Nukem: Glorious Bastard #01 – Samobieżny testosteron w wersji obrazkowej

Duke Nukem Glorious Bastard - okładka

Wielkim fanem najsławniejszego Księcia na świecie nigdy nie byłem. Owszem, grałem w kultowe – nie bez powodu zresztą – Duke Nukem 3D, podobało mi się, ale nigdy nie wytatuowałem sobie podobizny Księcia na bicepsie, co by szybciej przybierał na masie. Mimo tego, gdy dostałem od redakcji W Otchłani Komiksu obrazkową opowieść z naszym ulubionym koksem, chętnie po nią sięgnąłem, mając nadzieję na zdrową porcję testosteronowego humoru. I się nie zawiodłem.

Na razie miałem okazję czytać tylko pierwszy zeszyt serii „Glorious Bastard” (nic nie smakuje tak dobrze, jak mało wybredne nawiązanie do świetnego filmu) i, szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, czy będę miał szansę sięgnąć po więcej. Choć muszę też przy okazji przyznać, że… miałbym ochotę. Fabuła jest prosta jak konstrukcja cepa, ale za to po poprowadzona w bardzo przyjemny sposób, świetnie bazując na klimacie wszystkiego, co z Duke’iem związane. Pewnego dnia do posesji Księcia przychodzi starowinka francuskiego pochodzenia. Jak się okazuje, to dziewczyna Duke’a z roku… 1945. Z wiadomych przyczyn, Księciu prawie z tego tytułu odpadły cojones i potoczyły się po ziemi – nie zwykł widywać kobiet w wieku bardziej zaawansowanym. Niemniej, po szybkim rzuceniu okiem na archiwalne zdjęcie niewiasty, postanowił, że faktycznie najlepszym pomysłem na spędzenie popołudnia byłoby wrócenie do Niemiec z czasów końca II Wojny Światowej i przetrzepanie tyłków kilku obcym, którzy akurat postanowili wesprzeć nazistów (no, powiedzmy, że wesprzeć – może bardziej wyprzeć). Całość wypchana jest po brzegi zabawnie napisanymi dialogami, dzięki którym lektura staje się przyjemna. Czytaj dalej

Dobry początek i marny koniec Wolverine’a

Wolverine - okładka

Obok Spider-Mana, Wolverine jest drugim z najbardziej lubianych przeze mnie bohaterów komiksów. Gdzieś tam za nimi – już sporo w tyle – są jeszcze Iron Man i Batman, ale to głównie za sprawą filmowych kreacji. Co się tyczy Rosomaka, nie miał on tyle szczęścia w zakresie publikacji, co Pajęczak. Ten drugi od roku 1962 miał własny, comiesięczny periodyk, ten pierwszy zaś musiał zaczynać karierę z całą menażerią dziwadeł, czyli z X-menami. Karma jednak chciała, by to właśnie on, Logan zwany Wolverinem, stał się najpopularniejszym bohaterem z całej ekipy. I nic dziwnego – w uniwersum Marvela chyba nie ma drugiej tak intrygującej postaci!

Czemu tak uważam? Czy raczej – czemu tak uważa większość osób czytających komiksy? Wolverine jest ciekawy między innymi dlatego, że dopiero w kilkadziesiąt lat po jego narodzinach na kartach komiksu dostajemy odpowiedzi na najbardziej podstawowe pytania na temat jego pochodzenia. Część informacji pojawiła się dopiero w latach 90-tych ubiegłego wieku, a chyba najwięcej kwestii zostało poniekąd rozwikłanych w ciągu ostatniej dekady. Czytaj dalej

Strona 1 z 11