Moje kanały filmowe:
MINIBLOG
- Shaolin Soccer - Idealna propozycja dla wszystkich osób, które lubią specyficzne połączenia. Mamy ...
- Husk - Raz na jakiś czas lubię obejrzeć tego typu film. "Husk" ...
- Darth Bane #1: Droga zagłady, Drew Karpyshyn - Zachęcony tekstem Pawła, postanowiłem zakupić pierwszy tom z książkowej kolekcji ...
- Gra o tron komiksowo - O tym komiksie będzie bardzo krótko z kilku powodów. OK, ...
- Kot w stanie czystym, Terry Pratchett - Szczerze mówiąc, nie interesowałem się nigdy tym, czy Terry Pratchett ...
Ostatnie komentarze
- Dafdf o Dynamiczny Duet #1 – Ostry mówi, jak to jest z tym polskim komiksem
- ANNA SAMIN o Projekt X – Imprezy wchodzą w nowy wymiar
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Rafał Kawulak o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Karathrace o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Natalia o 104 filmy 2012 – moja lista
Licznik obejrzanych filmów
Znajdziecie mnie na:
Licznik
- 196Odsłon dzisiaj:
- 160Gości dziennie:
Archiwum kategorii: Spider-Man
The Amazing Spider-Man #666/667 – witajcie na Wyspie Pająka
Doszły mnie ostatnio słuchy, iż Marvel ruszył ze sporych rozmiarów opowieścią w uniwersum Spider-Mana. Taki zabieg zwie się w języku Shakespeara „event” i na ogół dominuje nie tylko kilka do kilkunastu (a czasem chyba i kilkudziesięciu komiksów) pod rząd, ale też przenika do innych serii. Pod koniec lipca ruszył cykl „Spider Island”, który uznałem za dobry punkt wejścia w aktualne numery Spider-Mana. Nie zamierzam rezygnować z czytania archiwalnych odcinków, ale mam też świadomość, że zanim doczytam do wydanego ostatnio numeru 667, upłynie pewnie jeszcze kilka wiosen. Czy więc „event” „Spider Island” jest dobrym momentem na wkroczenie z butami w najnowsze przygody Człowieka Pająka? Przekonajmy się! Czytaj dalej
„Venom / Carnage” – uczta dla fanów Spider-Mana i symbiontów
Który z arcywrogów Spider-Mana jest Waszym ulubionym? Niestrudzony Doctor Octopus? Sprawca licznych tragedii, Zielony Goblin? Czy może największa sknera po tej stronie Manhattanu, J. Jonah Jameson? Moim typem zawsze był Venom. Mimo że to nie on dorwał Gwen Stacy, mimo że to nie on zabił ciotkę May, mimo że nie miał związku ze śmiercią wuja Bena… To właśnie on jest mroczną stroną duszy Petera Parkera. Jest silniejszy, masywniejszy, szalony i bez skrupułów. Właśnie dlatego zawsze chętnie łapię za komiksy z jego udziałem. A jeśli w historię zamieszany jest również Carnage, to istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że będę w siódmym niebie. Tak było właśnie w przypadku „Venom vs. Carnage”. Czytaj dalej
Spider-Man: Reign – przerwana emerytura Pajęczaka
Po wręcz nieprzyjemnej przeprawie przez „Wolverine – Koniec”, podchodziłem do „Reign” jak pies do jeża. Nauczyłem się, że „emerytalne” komiksy wcale nie muszą być tak ciekawe, jak bym się na zdrowy rozsądek spodziewał. Koniec superbohatera jest znacznie trudniejszym tematem od jego początku. Chociażby dlatego, że gdy staje się superbohaterem, to tak naprawdę nie jest jeszcze ani super, ani tym bardziej bohaterem. Jeśli jego początek był mało epicki – a umówmy, się ukąszenie pająka nie powala – można jeszcze wszystko naprawić. Podkolorować we wspomnieniach. Zmazać kolejnymi dokonaniami herosa. A koniec? Koniec to… cóż, koniec. Nie ma miejsca na poprawki. Czytaj dalej
„Spider Man Noir” oraz „Eyes Without a Face”, czyli Peter Parker, jakiego nie znał świat
Robiąc sobie przerwy w czytaniu Spider-Mana z lat 60-tych ubiegłego wieku, zacząłem się interesować też innymi seriami, które wyszły z Pajęczakiem w roli głównej na przestrzeni ostatnich dekad. W tym zakresie najciekawszym odkryciem, jakiego dokonałem, jest zdecydowanie seria „Marvel Noir”, która bierze pod lupę klasycznych bohaterów i wrzuca ich w czasy… wielkiego kryzysu w Stanach Zjednoczonych. Przyznacie chyba, że sam koncept jest arcyciekawy, nieprawdaż?
W tym tekście zajmiemy się oczywiście tylko Spider-Manem w wydaniu „Noir”, ale kto wie, czy też nie wezmę się za inne znane mi postacie (w grę wchodzi przede wszystkim Iron Man i Wolverine, choć nie wiem, czy nie miałbym ochoty na wszystkie dostępne konfiguracje). Czytaj dalej
The Amazing Spider-Man – roczniki 1962-1963
Spider-Man zawsze był moim ulubionym superbohaterem. Nigdy szczególnie nie lubiłem komiksów i nie interesowałem się nimi. Batman, Superman – te postacie oczywiście znałem, ale szczególną sympatią ich raczej nie darzyłem (choć w pierwszym przypadku stan rzeczy się zmienił wraz z premierą filmów Nolana). Zaś Spider-Man… Tak, jak się było w podstawówce, to się oglądało i kreskówkę – do dziś uważam, że genialną, tak swoją drogą – i czytało się komiksy. Tych ostatnich było co prawda jak na lekarstwo i wychodziły bardzo nieregularnie, ale jako że dzieciaki mają masę czasu, filowałem przy kiosku aż upolowałem nowe wydanie. Czytaj dalej











