Moje kanały filmowe:
MINIBLOG
- Darth Bane #1: Droga zagłady, Drew Karpyshyn - Zachęcony tekstem Pawła, postanowiłem zakupić pierwszy tom z książkowej kolekcji ...
- Dziewczyna w czerwonej pelerynie - rozwiązanie konkursu - Najwyższa pora na ogłoszenie wyników w konkursie z filmem na ...
- Fanboys - Intrygujący film - bardzo ciekawie łączy motywy kina drogi z ...
- Gra o tron komiksowo - O tym komiksie będzie bardzo krótko z kilku powodów. OK, ...
- Husk - Raz na jakiś czas lubię obejrzeć tego typu film. "Husk" ...
Ostatnie komentarze
- Avatar o Mroczne cienie – Witajcie w świecie Burtona
- Ethar aka Herbaciarz o Mroczne cienie – Witajcie w świecie Burtona
- KoZa o Mroczne cienie – Witajcie w świecie Burtona
- Ethar aka Herbaciarz o Mroczne cienie – Witajcie w świecie Burtona
- KoZa o Transformers 3 – oszukany po raz drugi
- KoZa o Geneza Planety Małp – Piękny powrót
- KoZa o Iron Man Noir – Noir? Gdzie?
- KoZa o Not Just KoZ #5: O dziewczynie skaczącej przez czas
- KoZa o 104 filmy 2012 – moja lista
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
Licznik obejrzanych filmów
Znajdziecie mnie na:
Licznik
- 261Odsłon dzisiaj:
- 151Gości dziennie:
Archiwum kategorii: Książka kontra film
Fight Club, Chuck Palahniuk – Co ty możesz wiedzieć o sobie, skoro nigdy nie walczyłeś?
Ten tekst jest częścią cyklu „Książka kontra film”.
W końcu, po wielu latach od obejrzenia filmu, przeczytałem wreszcie powieść Chucka Palahniuka pod – kultowym już – tytułem „Fight Club”. Czy jak to u nas było z filmem: „Podziemny Krąg”. W przypadku poznawania oryginału po obejrzeniu filmu zawsze mam ten problem, że ciężko jest oddzielić jedno od drugiego. W tym przypadku było jeszcze ciężej, gdyż filmowa adaptacja jest obrazem, który wrył mi się w pamięć niezwykle głęboko i podczas lektury pewnych rzeczy ze swojej wyobraźni po prostu wyprzeć nie potrafiłem.
Główny bohater to dla mnie Edward Norton. Tyler Durden, nowy najlepszy przyjaciel głównego bohatera i przy okazji człowiek, który zmienił jego życie, to już zawsze będzie jeden, jedyny, niepowtarzalny Brad Pitt*. I Marla Singer. Czyli Helena Bonham Carter w kultowym ujęciu z kapeluszem i papierosowym dymem. Czytając powieść, tych powiązań wyzbyć mi się po prostu nie udało. Czytaj dalej
Lęk i odraza w Las Vegas, Hunter S. Thompson – To nie tylko dragi
Ten tekst jest częścią cyklu „Książka kontra film”.
„Las Vegas Parano” wspominam jako film jednocześnie lekki i ciężki. Dosyć specyficzne połączenie, nie sądzicie? Temat był bardzo, powiedzmy, radosny – oto dwóch ćpunów jedzie do Vegas na, jak się zdaje, największego tripa w ich życiu. Mają po prostu wszystko: heroinę, meskalinę, eter i jeszcze trzy tony narkotyków, których nazw nigdy wcześniej nie słyszałem. Ciężkie zaś jest wykonanie – na upartego można byłoby mówić o komedii, gdyby nie sposób, w jaki przedstawione są odjazdy bohaterów. Ponoć ten film w pełni mogą tylko docenić osoby, które same coś podobnego przeżyły – co więcej, te same osoby twierdzą, że bardzo wiele aspektów w filmie zostało niezwykle wiernie oddanych.
Czemu o tym piszę? Ponieważ ostatnio przeczytałem w końcu książkę „Lęk i odraza w Las Vegas”* i wiem, już, że oryginał był nie tylko o podróży do Vegas z dwoma ćpunami w roli głównej. Czytaj dalej
Requiem dla snu, Hubert Shelby Jr. – Unikalna powieść, unikalny film
Ten tekst jest częścią cyklu „Książka kontra film”.
Darren Aronofsky ponoć kiedyś powiedział: „Musiałem zrobić film na podstawie tej powieści, gdyż słowa aż palą jej stronice”. Cóż, potwierdzam. Słowa palą stronice. Ale też kadry filmu palą taśmę. Dla mnie „Requiem dla snu” to fenomen niezależnie od formy jego podania.
Powieść można określić wieloma słowami, ale na pewno nie znalazłoby się wśród nich określenie „przystępność”. Na wiele sposobów – jest to po prostu koszmar. Zdania potrafią się ciągnąć na wiele linijek, zapominając zupełnie o takich detalach, jak składnia czy interpunkcja, przy okazji pozornie tracąc sens. Na całą książkę składa się zaś… prawie że jednolity tekst. Żadnych akapitów, jedna ściana tekstu – niezależnie od tego, czy mamy opis, dialog, monolog, strumień myśli czy może dialog na pięć osób. Wszystkim rządzi chaos, po prostu. Gdyby w ten sposób została opisana jakakolwiek inna historia, zapewne bym po prostu odpuścił, uznając autora za grafomana. Natomiast Hubert Shelby pokazał mi swoim „Requiem…”, że najlepszym sposobem na opisanie koszmaru, może być… koszmar właśnie. Czytaj dalej
Strona 1 z 11











