Moje kanały filmowe:
MINIBLOG
- Shaolin Soccer - Idealna propozycja dla wszystkich osób, które lubią specyficzne połączenia. Mamy ...
- Husk - Raz na jakiś czas lubię obejrzeć tego typu film. "Husk" ...
- Darth Bane #1: Droga zagłady, Drew Karpyshyn - Zachęcony tekstem Pawła, postanowiłem zakupić pierwszy tom z książkowej kolekcji ...
- Gra o tron komiksowo - O tym komiksie będzie bardzo krótko z kilku powodów. OK, ...
- Kot w stanie czystym, Terry Pratchett - Szczerze mówiąc, nie interesowałem się nigdy tym, czy Terry Pratchett ...
Ostatnie komentarze
- Dafdf o Dynamiczny Duet #1 – Ostry mówi, jak to jest z tym polskim komiksem
- ANNA SAMIN o Projekt X – Imprezy wchodzą w nowy wymiar
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Rafał Kawulak o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Karathrace o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Natalia o 104 filmy 2012 – moja lista
Licznik obejrzanych filmów
Znajdziecie mnie na:
Licznik
- 197Odsłon dzisiaj:
- 160Gości dziennie:
Archiwum kategorii: Ostatnio czytane
Wylęgarnia, Miroslav Żamboch – wrażenia z lektury
Zakochałem się w prozie Żambocha dzięki „Sierżantowi”, „Bez litości” i genialnemu „Na ostrzu noża”. Później przyszła znacznie słabsza „Krawędź żelaza” i, tragiczny w mojej opinii, „Mroczny zbawiciel”. A jak jest z „Wylęgarnią”? Bez rewelacji, niestety…
Z jednej strony Żamboch funduje nam naprawdę intensywną akcję, z drugiej zaś – można odnieść wrażenie, że przestał się zastanawiać nad tym, co przelewa na papier / dysk komputera / serwetę w pubie. Główna bohaterka do dziś była zwykła nauczycielką, od dziś jest kimś na kształt tajnej agentki z przypadku, idealnej atletki, która z zaskakującą łatwością oswaja się z ciężarem broni w przytroczonej pod kurtką kaburze. Tradycyjnie Żamboch starał się zarysować w swojej powieści niezłych charakterników, ale nadmiar przerysowanych cech nie pozwolił tak naprawdę postaciom rozwinąć skrzydeł. Czytaj dalej
Klejnot i wachlarz, Feliks W. Kres – wrażenia z lektury
„Klejnot i wachlarz” zakupiłem zachęcony lekturą „Galerii złamanych piór”. Byłem wielce ciekaw, czy imć Kres sam stosuje się do swoich uwag, które – swoją drogą – uważam często za niezwykle trafne i błyskotliwe. Okazało się, niestety, iż nie do końca. A przynajmniej nie w tym konkretnym przypadku, do innych nie mam odniesienia.
„Klejnot i wachlarz” w teorii jest powieścią kontynuującą wydarzenia z „Piekła i szpady”. Mamy ponadnaturalny byt walczący z lodową magią, będącą dla niego jednym z nielicznych prawdziwych zagrożeń. Mamy też sługi owej istoty, wokół których właśnie kręci się cała intryga. Skala wydarzeń jest bardzo duża, a polityka po prostu wylewa się z kolejnych stron. Czy raczej – wylewałaby się, gdyby główny nacisk nie został położny na taktyczne, interpersonalne gierki bohaterów. To świat, w którym wygrana bądź przegrana w negocjacjach zależy od jednego nieuważnego mrugnięcia. Gdzie każdy ruch wachlarzem ma swoje ukryte znaczenie, a scena nie może zacząć się bez dwustronicowego opisu nie tylko sukni naczelnej intrygantki, ale też bez wspomnienia o służce, która ów strój na swoją panią zakładała. I jak się przy tym czuła. I co jadła wczoraj na kolacje. Czytaj dalej
Niewidoczni Akademicy, Terry Pratchett – wrażenia z lektury
Po kolejnych książkach Terry’ego Pratchetta zacząłem ostatnimi czasy oczekiwać coraz więcej. Co ciekawe, nie jestem wielkim fanem Niewidocznego Uniwersytetu – wolę, gdy magowie Świata Dysku pojawiają się jako dopełnienie innych powieści niż jako postacie pierwszoplanowe. Choć de facto w przypadku „Niewidocznych Akademików” to nie sami czarodzieje grają pierwsze skrzypce, a… ich pracownicy. Panienki z Nocnej Kuchni i ekipa od… ściekania świec. Takiego profesjonalnego, żeby był idealny zaciek tylko po jednej stronie świecy.
W Ankh-Morpork mają się niedługo rozegrać pierwsze mistrzostwa piłki nożnej. Powodów jest wiele – magowie mają w tym swój interes, gdyż tradycja wymaga od nich… wystawienia drużyny. Lord Vetinari z kolei poczuł potrzebę, by nadać chaotycznym ulicznym rozgrywkom uporządkowaną formę, dokładnie tak, jak zrobił to wcześniej w przypadku złodziei. W tym całym harmidrze pojawiają się również krasnoludzcy projektanci mody, uberwaldcy politycy i pewien zabłąkany goblin, który urodził się do wielkich czynów. Czytaj dalej
Dary, Ursula Le Guin – wrażenia z lektury
Swoją przygodę z pracami Ursuli Le Guin zacząłem od klasycznego cyklu „Czarnoksiężnik z Archipelagu”. Przyznaję się bez bicia, że mnie nie zachwycił, choć na pewno był na swój sposób intrygujący. Postanowiłem jednak podejść do dorobku Le Guin od drugiej strony – przeczytać którąś ze znacznie świeższych powieści. Padło na „Dary” z roku 2004. Miałem szczęście, że spróbowałem jeszcze raz.
Warto dodać, że za „Dary” wziąłem się zaraz po wątpliwej przyjemności czytania „Homo bimbrownikus” Andrzeja Pilipiuka. Kontrast jest wręcz trudny do opisania. Z jednej strony wręcz prostacka grafomania, a z drugiej kilkudziesięcioletnie doświadczenie, lekkość, kunszt głębsza myśl. Czysta przyjemność z lektury. Czytaj dalej
Homo bimbrownikus, Andrzej Pilipuk – wrażenia z lektury
Jak informuje nas napis na okładce, Jakub Wędrowycz jest „polską odpowiedzią na Conana Barbarzyńcę”. Po zakończeniu przygody z „Homo bimbrownikus” aż chciałoby się napisać „jaki naród, taki Conan”…
Kiedyś naprawdę lubiłem czytać przygody Jakub Wędrowcza. Owszem, były głupie, ale w ten zabawny, często nawet błyskotliwy sposób. A przynajmniej tak mi się wydawało, może gdybym teraz się z nimi zetknął, już bym tak nie uważał. Ciężko stwierdzić. Ale swego czasu, piąty tom – „Wieszać każdy może” – również wydawał mi się satysfakcjonujący. Natomiast „Homo bimbrownikus” był już drogą przez mękę.
O Pilipiuku często i raczej w żartobliwym tonie mówi się, iż jest „największym grafomanem Polski”. Niestety, wraz z lekturą kolejnych jego zbiorów i powieści coraz częściej miałem wrażenie, że w owym stwierdzeniu jest znacznie więcej prawy, niż chciałby zapewne sam zainteresowany. „Oko jelenia” ominąłem już szerokim łukiem, ale szóstemu tomowi przygód Wędrowycza postanowiłem jeszcze dać szansę. Czytaj dalej











