Archiwum kategorii: Miniblog

Shaolin Soccer

Shaolin Soccer - okładka

Idealna propozycja dla wszystkich osób, które lubią specyficzne połączenia. Mamy tu trochę akcji, trochę komedii i, oczywiście, trochę filmu sportowego. Całość jest podlana egzotycznym, chińskim poczuciem humoru, naprawdę przyzwoitymi efektami specjalnymi i świetnymi choreografiami akrobatycznymi.

Co więcej, kilka razy naprawdę szczerze się śmiałem, a czas podczas seansu naprawdę szybko mi minął. Jeśli widzieliście na przykład „Kung Fu Hustle” (u nas „Kung Fu Szał”), to mniej więcej tego możecie się spodziewać po „Shaolin Soccer”. Tak, to de facto głupi film, ale… ponownie: tak, polecam go.

Shaolin Soccer

Shaolin Soccer - okładka

Idealna propozycja dla wszystkich osób, które lubią specyficzne połączenia. Mamy tu trochę akcji, trochę komedii i, oczywiście, trochę filmu sportowego. Całość jest podlana egzotycznym, chińskim poczuciem humoru, naprawdę przyzwoitymi efektami specjalnymi i świetnymi choreografiami akrobatycznymi.

Co więcej, kilka razy naprawdę szczerze się śmiałem, a czas podczas seansu naprawdę szybko mi minął. Jeśli widzieliście na przykład „Kung Fu Hustle” (u nas „Kung Fu Szał”), to mniej więcej tego możecie się spodziewać po „Shaolin Soccer”. Tak, to de facto głupi film, ale… ponownie: tak, polecam go.

Husk

Husk - poster

Raz na jakiś czas lubię obejrzeć tego typu film. „Husk” to prosty slasher w absolutnie klasycznej formule. Grupa nastolatków rozbija się w okolicy farmy, która wydaje się być opuszczona. Poniekąd jest to prawda nawet – poza psychopatycznym mordercą, nikt w owym przybytku wiejskiej rozkoszy nie rezyduje. „Husk” wyróżnia się w swojej kategorii jedną rzeczą – bardzo przyzwoitą realizacją, podobnie jak na przykład norweski „Hotel Zła” (niektórzy mogą lepiej kojarzyć oryginalną nazwę – „Fritt Wilt”). Ujęcia są dobre, akcja dynamiczna, zaś całość trzyma w charakterystycznym dla dobrych slasherów napięciu.

Jeśli macie ochotę na rzemieślniczo acz dobrze wyreżyserowaną porcję flaków i krwi, to mogę spokojnie polecić.

Husk

Husk - poster

Raz na jakiś czas lubię obejrzeć tego typu film. „Husk” to prosty slasher w absolutnie klasycznej formule. Grupa nastolatków rozbija się w okolicy farmy, która wydaje się być opuszczona. Poniekąd jest to prawda nawet – poza psychopatycznym mordercą, nikt w owym przybytku wiejskiej rozkoszy nie rezyduje. „Husk” wyróżnia się w swojej kategorii jedną rzeczą – bardzo przyzwoitą realizacją, podobnie jak na przykład norweski „Hotel Zła” (niektórzy mogą lepiej kojarzyć oryginalną nazwę – „Fritt Wilt”). Ujęcia są dobre, akcja dynamiczna, zaś całość trzyma w charakterystycznym dla dobrych slasherów napięciu.

Jeśli macie ochotę na rzemieślniczo acz dobrze wyreżyserowaną porcję flaków i krwi, to mogę spokojnie polecić.

Darth Bane #1: Droga zagłady, Drew Karpyshyn

Star Wars Droga zagłady

Zachęcony tekstem Pawła, postanowiłem zakupić pierwszy tom z książkowej kolekcji Gwiezdnych Wojen. Aktualnie zaś jestem już w trakcie czytania… drugiego. Czyli tak, bardzo mi się spodobało. Pomyślałem, że na razie tylko krótko napiszę o „Drodze zagłady”, a szerzej wypowiem się po przeczytaniu wszystkich trzech części.

W tej chwili mogę powiedzieć tyle: warto tej serii dać szansę. Po pierwsze, w stosunku do aktualnych cen książek w Polsce, gwiezdna kolekcja kosztuje dosłownie śmieszne pieniądze. Pierwszy tom jest za 6 zł, każdy kolejny za 14 zł lub 11 zł, jeśli zdecydujemy się na prenumeratę. Po pierwszych dwóch książkach mogę powiedzieć, że to kawał naprawdę przyjemnej fantastyki – takiej do czytania wtedy, kiedy ma się ochotę na intelektualny chillout połączony z porywającą przygodą. Oczywiście, mam wielką nadzieję, że nie tylko pierwsze trzy tomy będą prezentowały taki poziom i że dalej będzie równie dobrze.

Niedługo pewnie napiszę krótko o drugim tomie, zaś po przeczytaniu trzeciego, a tym samem całości mini-cyklu „Darth Bane”, rozpiszę się na pewno znacznie bardziej. :]

Strona 1 z 6123456