Moje kanały filmowe:
MINIBLOG
- Shaolin Soccer - Idealna propozycja dla wszystkich osób, które lubią specyficzne połączenia. Mamy ...
- Husk - Raz na jakiś czas lubię obejrzeć tego typu film. "Husk" ...
- Darth Bane #1: Droga zagłady, Drew Karpyshyn - Zachęcony tekstem Pawła, postanowiłem zakupić pierwszy tom z książkowej kolekcji ...
- Gra o tron komiksowo - O tym komiksie będzie bardzo krótko z kilku powodów. OK, ...
- Kot w stanie czystym, Terry Pratchett - Szczerze mówiąc, nie interesowałem się nigdy tym, czy Terry Pratchett ...
Ostatnie komentarze
- Dafdf o Dynamiczny Duet #1 – Ostry mówi, jak to jest z tym polskim komiksem
- ANNA SAMIN o Projekt X – Imprezy wchodzą w nowy wymiar
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Rafał Kawulak o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Karathrace o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Natalia o 104 filmy 2012 – moja lista
Licznik obejrzanych filmów
Znajdziecie mnie na:
Licznik
- 197Odsłon dzisiaj:
- 160Gości dziennie:
Archiwum kategorii: Recenzje filmów – miniblog
Shaolin Soccer
Idealna propozycja dla wszystkich osób, które lubią specyficzne połączenia. Mamy tu trochę akcji, trochę komedii i, oczywiście, trochę filmu sportowego. Całość jest podlana egzotycznym, chińskim poczuciem humoru, naprawdę przyzwoitymi efektami specjalnymi i świetnymi choreografiami akrobatycznymi.
Co więcej, kilka razy naprawdę szczerze się śmiałem, a czas podczas seansu naprawdę szybko mi minął. Jeśli widzieliście na przykład „Kung Fu Hustle” (u nas „Kung Fu Szał”), to mniej więcej tego możecie się spodziewać po „Shaolin Soccer”. Tak, to de facto głupi film, ale… ponownie: tak, polecam go.
Husk
Raz na jakiś czas lubię obejrzeć tego typu film. „Husk” to prosty slasher w absolutnie klasycznej formule. Grupa nastolatków rozbija się w okolicy farmy, która wydaje się być opuszczona. Poniekąd jest to prawda nawet – poza psychopatycznym mordercą, nikt w owym przybytku wiejskiej rozkoszy nie rezyduje. „Husk” wyróżnia się w swojej kategorii jedną rzeczą – bardzo przyzwoitą realizacją, podobnie jak na przykład norweski „Hotel Zła” (niektórzy mogą lepiej kojarzyć oryginalną nazwę – „Fritt Wilt”). Ujęcia są dobre, akcja dynamiczna, zaś całość trzyma w charakterystycznym dla dobrych slasherów napięciu.
Jeśli macie ochotę na rzemieślniczo acz dobrze wyreżyserowaną porcję flaków i krwi, to mogę spokojnie polecić.
Mechanik (2011)
Na wstępie, trzeba ustalić fakty. To nie mroczny „Mechanik”, w którym Christian Bale jest tak chudy, że prawie go nie ma. To „Mechanik”, w którym Jason Statham robi to, co każdy Jason Statham robić powinien. Bije ludzi, strzela do ludzi, napina muskuły, je mięso i remontuje stare samochody.
Tak, to kolejny film z Jasonem Stathamem, idealny na te szczególne okazje, kiedy ma się ochotę na film z Jasonem Statham. „Jason Statham” – wtajemniczonym w kino akcji te dwa słowa powiedzą wszystko o fabule i tempie akcji.
Polecam na chillout wszystkim fanom wiadomego aktora. Zaś poniżej, na zdjęciu, Jason zabija biegnąc w powietrzu.
Przypadek 39
Ostatnio mam szczęście do dobrze nakręconych horrorów. Choć „Przypadek 39″ nie jest tak solidnie zrobiony, jak „Naznaczony”, o którym niedawno wspominałem na miniblogu, to mimo wszystko dobrze się go oglądało. Zaskoczyła mnie między innymi świetna obsada – Renée Zellweger, Bradley Cooper oraz Ian McShane to naprawdę solidne marki w aktorskim świecie i w tej produkcji również było to czuć. Co więcej, jestem pod sporym wrażeniem roli dziecięcej - Jodelle Ferland była co najmniej… niepokojąca.
Jeśli macie ochotę na przyzwoity horror, który bardziej buduje atmosferę niż straszy, „Przypadek 39″ to niezły wybór. Nie powala, ale pozwala miło spędzić czas.
A na mojej liście 104 filmów jest to pozycja z numerem 170. :]
Naznaczony
Lubię, gdy raz na jakiś czas horror, który ni z tego, ni z owego okazuje się być naprawdę niezły. Ba, dobry nawet. „Naznaczony” taki właśnie jest – nie ma fajerwerków, nie ma nic odkrywczego, ale jest za to solidna, rzemieślnicza robota, która daje masę frajdy. Film ma swoje „momenty”, potrafi zbudować napięcie i wciągnąć. A finał… może zaskoczyć, mi zaś bardzo przypadł do gustu.
Przy okazji polecę Wam jeszcze jeden film, który mi się przypomniał przy okazji „Naznaczony”. Otóż, jeśli nie widzieliście „Udręczonych” z 2009 roku, to naprawdę polecam go nadrobić. To też taki „niby normalny, niewyróżniający się” horror. Ale za to potrafi zabić gigantycznego ćwieka, w szczególności, jeśli pozwolicie się, by atmosfera grozy Was pochłonęła.
Co się tyczy licznika – to był film nr 162 na mojej liście 104 filmów. :]












