Moje kanały filmowe:
MINIBLOG
- Shaolin Soccer - Idealna propozycja dla wszystkich osób, które lubią specyficzne połączenia. Mamy ...
- Husk - Raz na jakiś czas lubię obejrzeć tego typu film. "Husk" ...
- Darth Bane #1: Droga zagłady, Drew Karpyshyn - Zachęcony tekstem Pawła, postanowiłem zakupić pierwszy tom z książkowej kolekcji ...
- Gra o tron komiksowo - O tym komiksie będzie bardzo krótko z kilku powodów. OK, ...
- Kot w stanie czystym, Terry Pratchett - Szczerze mówiąc, nie interesowałem się nigdy tym, czy Terry Pratchett ...
Ostatnie komentarze
- Dafdf o Dynamiczny Duet #1 – Ostry mówi, jak to jest z tym polskim komiksem
- ANNA SAMIN o Projekt X – Imprezy wchodzą w nowy wymiar
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Rafał Kawulak o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Karathrace o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Natalia o 104 filmy 2012 – moja lista
Licznik obejrzanych filmów
Znajdziecie mnie na:
Licznik
- 197Odsłon dzisiaj:
- 160Gości dziennie:
Archiwum kategorii: Recenzje książek – miniblog
Darth Bane #1: Droga zagłady, Drew Karpyshyn
Zachęcony tekstem Pawła, postanowiłem zakupić pierwszy tom z książkowej kolekcji Gwiezdnych Wojen. Aktualnie zaś jestem już w trakcie czytania… drugiego. Czyli tak, bardzo mi się spodobało. Pomyślałem, że na razie tylko krótko napiszę o „Drodze zagłady”, a szerzej wypowiem się po przeczytaniu wszystkich trzech części.
W tej chwili mogę powiedzieć tyle: warto tej serii dać szansę. Po pierwsze, w stosunku do aktualnych cen książek w Polsce, gwiezdna kolekcja kosztuje dosłownie śmieszne pieniądze. Pierwszy tom jest za 6 zł, każdy kolejny za 14 zł lub 11 zł, jeśli zdecydujemy się na prenumeratę. Po pierwszych dwóch książkach mogę powiedzieć, że to kawał naprawdę przyjemnej fantastyki – takiej do czytania wtedy, kiedy ma się ochotę na intelektualny chillout połączony z porywającą przygodą. Oczywiście, mam wielką nadzieję, że nie tylko pierwsze trzy tomy będą prezentowały taki poziom i że dalej będzie równie dobrze.
Niedługo pewnie napiszę krótko o drugim tomie, zaś po przeczytaniu trzeciego, a tym samem całości mini-cyklu „Darth Bane”, rozpiszę się na pewno znacznie bardziej. :]
Kot w stanie czystym, Terry Pratchett
Szczerze mówiąc, nie interesowałem się nigdy tym, czy Terry Pratchett jest kociarzem, czy też może jednak nie jest. Po przeczytaniu „Kota w stanie czystym”, wiem, że musi być, ponieważ w przeciwnym wypadku chyba nic podobnego by mu do głowy nie przyszło.
Ta sympatyczna pozycja jest zbiorem przemyśleń autora o czworonożnych panach i władcach świata. Kiedy ma się takie nazwisko, można wydawać podobne pozycje. A kiedy ma się tak lekką rękę, osoba kompletnie nie zainteresowana Puszkami Okruszkami – czyt. niżej/wyżej podpisany – przeczyta ją z miłą przyjemnością. Choć nie proponuję połykać tego w całości. Całość jest króciutka, razem niecałe 120 stron (i to nie takich „pełnych”– nie brakuje ilustracji), ale wydaje mi się, że znacznie lepiej sprawdzi się w roli kilku małych dań niż jednej biesiady.
Sam pochłonąłem „Kota w stanie czystym” w trakcie dwóch średnio frapujących wykładów i pod koniec lektury leciałem już tylko z rozpędu, czując, że mam lekko dosyć. Jednak nawet mimo tego, humor Pratchetta uważam za bezcenny, zaś niniejsze wydawnictwo tradycyjnie powinno podejść jego fanom.
Ludzie na walizkach
To już druga książka Szymona Hołowni, której lekturę mam za sobą (pierwszą były „Tabletki z krzyżykiem”). Nic nie poradzę, cenię sobie tego autora niezwykle wysoko. Niestety, o „Ludziach na walizkach” ciężko jest pisać rozleglej bez odnoszenia się do własnych przemyśleń. A że te dotyczyłyby tematów takich, jak śmierć czy „dobre życie”, zaś mój blog zdecydowanie nie ma służyć tego typu metafizycznym wybiegom, będzie krótko.
„Ludzie na walizkach” to zbiór rozmów-wywiadów z osobami, które na co dzień stykają się ze śmiercią. Czy to z widmem swojego przejścia na drugą stronę, czy też z odejściem bliskich lub pacjentów. Do udziału w projekcie zaproszony został między innymi – nieżyjący już – znany aktor, Krzysztof Kolberger. Niezwykle ciekawe są również dialogi z osobami, które śmiercią i bólem zajmują się niejako profesjonalnie – z ratownikami czy z neurochirurgami.
W wielkim skrócie – polecam. Nawet tym osobom, które z reguły po takie pozycje nie sięgają. Całość ma 150 stron, a nawet gdyby miała i pięć razy tyle, nadal czytałoby się ją jednym tchem.
Tyskie vademecum piwa
Postanowiłem ostatnio poszerzyć trochę swoją widzę na temat… piwa. :] Jak się szybko dowiedziałem, wbrew popularnym przekonaniom, wcale nie jest to zupa chmielna, ale… jęczmienna. Zaś chmiel jest tylko przyprawą. Zbiorem właśnie takich podstawowych informacji i ciekawostek jest „Tyskie vademecum piwa” autorstwa Michaela Jacksona – pana, który wcale nie ma związku z moon walkiem i pewnie nie potrafi go wykonać (jak 99,9% zwykłych śmiertelników).
Niestety, książka ta jako taka jest mocno przeciętna i dlatego postanowiłem o niej wspomnieć tylko na miniblogu. To w miarę sensowna pozycja, jeśli nie ma się zielonego pojęcia o procesie warzenia piwa i lubi się rozmaite ciekawostki, na przykład historyczne. Niestety, wiele informacji nie jest ułożonych w ciągi logiczne, przez co po skończonej lekturze miałem więcej pytań na niektóre tematy niż odpowiedzi. I tak, jest to między innymi broszurka reklamująca Tyskie browary, ale jako że przy okazji przemyca naprawdę sporo ciekawych historyjek związanych z nimi, nie robiłbym z tego zarzutu. W szczególności, że sam tytuł publikacji ostrzega nas przed zawartością.
Do piwnych tematów jeszcze na pewno wrócę, gdyż trochę literatury na ten temat udało mi się zebrać.
Strona 1 z 11











