Archiwum kategorii: Hawaje 2010

Wspomnienia z Hawajów #01: „Ogólnie”

Hawaii 01

Tak mi się jakoś w życiu poszczęściło, że już w wieku 22 lat miałem możliwość odwiedzenia Hawajów. Nie wynikało to z faktu, że sypiam na złotym posłaniu, a z tego, iż „po prostu” miałem szczęście wygrać konkurs, którego twórcy postanowili spełnić jakieś moje marzenie. Owym marzeniem było wylądowanie na wschodnim wybrzeżu Stanów, zakupienie Forda Mustanga i przejechanie nim całego Route 66. Oczywiście, z obowiązkowym skokiem w bok na wysokości Texasu – nie można w takiej sytuacji nie zjeść prawdziwego steku z prawdziwej, teksańskiej krowy. Jednak budżet konkursu na podobny wyjazd był po prostu zbyt mały – bez problemu jednak starczyło na wysłanie mnie tam, gdzie różnica czasowa względem Polski wynosi już 12 pełnych godzin. Tak oto wylądowałem na Hawajach, w Stanie Aloha. Czytaj dalej

Wspomnienia z Hawajów #02: „Kulinarnie”

Hawaii 02

Wspomnienie #03 „Pół bochenka chleba proszę…”

Podobna prośba kilka razy spotkała się z naprawdę zaskoczonym spojrzeniem sprzedawców. Podczas krótkiego pobytu w Chicago próbowałem w kilku miejscach – „spożywczakach” w Downtown – zakupić parę bułek, ser i szynkę, żeby zrobić sobie kanapki na poranny lot do Honolulu (amerykańskie linie lotnicze nawet przy najdłuższych międzystanowych lotach nie oferują poczęstunku; wszystko, poza napojami bezalkoholowymi, jest płatne, a i to wyłącznie kartą).

Jak się okazało, kupienie chleba w centrum Chicago jest po prostu niemożliwe! A przynajmniej nie było możliwe w żadnym z pięciu sklepów „spożywczych”, do których trafiłem. Były za to Skittelsy, Cola, chipsy i cała gama muffinów. Wizyty w podobnych marketach były jedną z przyczyn, dla których przestałem aż tak bardzo dziwić się otyłością mieszkańców USA. Czytaj dalej

Wspomnienia z Hawajów #03: „Motoryzacyjnie”

Hawaii 03

Wspomnienie #06: „Sześć pasów w jedną stronę!”

W końcu zobaczyłem legendarne amerykańskie autostrady… Sześć pasów w jedną stronę! I to nie dlatego, że dwie jezdnie – po trzy pasy każda – na chwilę się połączyły. To po prostu było sześć pasów w jedną stronę… Jednak nie to jest najciekawsze. Cała szerokość owej drogi przez dużą część dnia jest zastawiona samochodami, zakorkowana!

Nie myślałem, że tak gigantyczna autostrada może mieć problem z obsłużeniem jakiegokolwiek ruchu. Jak się jednak okazało, ludzie pracujący w Waikiki po suchej stronie wyspy, na ogół mieszkają po stronie deszczowej, co daje ok. 80 mil podróży dziennie. Autostrada jest szeroka, owszem, ale dookoła wyspy jest tylko jedna (i wcale nie ma przez cały czas sześciu pasów, tylko znacznie mnie). Jest jeszcze jedna, prowadząca w poprzek masywu górskiego, umożliwiająca znacznie szybsze dotarcie do przeciwległego krańca Oahu. Trzeba też przyznać, że jest niezwykle malownicza.

Czytaj dalej

Wspomnienia z Hawajów #04: „Militarnie”

Hawaii 04

Wspomnienie #09: „Amerykańsko-japońskie Pearl Harbor”

Tak się złożyło, że miałem okazję odwiedzić Pearl Harbor. Samo miejsce nie jest szczególnie imponujące na pierwszy rzut oka – plenerowe pokazy filmów dokumentalnych, małe muzeum, kilka sklepów z pamiątkami. Zdecydowanie ciekawsza jest możliwość zwiedzenia czy to łodzi podwodnej, czy też pancernika (brata bliźniaka zatopionej podczas ataku USS Arizony). Jest też monument postawiony niejako na wodzie – dokładnie nad wrakiem rzeczonej Arizony, która nigdy nie została wydobyta z zatoki i stała się grobowcem dla poległych wraz z nią marynarzy.

Mnie najbardziej zaciekawiła jedna rzecz czy raczej: jedno pytanie. Na które pewnie nigdy nie znajdę odpowiedzi. Otóż, Hawaje są równie chętnie odwiedzane przez Amerykanów, jak i przez Japończyków (bardzo podobny dystans dla jednych i dla drugich, wbrew pozorom). Pearl Harbor dla tych pierwszych jest symbolem bodaj największej porażki z czasów II Wojny Światowej. A dla tych drugich? Pomnik stworzony z wyciągniętej z wody kotwicy pancernika Arizona jest dla nich chyba symbolem niebywałego sukcesu militarnego, którego już podczas tamtej wojny nie powtórzyli… Bardzo mnie ciekawi, o czym myślą, gdy odwiedzają muzea w Pearl Harbor… „Ale daliśmy im popalić”? Czytaj dalej

Wspomnienia z Hawajów #05: „Turystycznie po raz pierwszy”

Hawaii 05

Wspomnienie #11: „Ka! Me! Ha! Me! HA!!!”

Przypuszczam, że niejedna z osób w moim wieku (plus/minus kilka lat) wychowało się na serii anime Dragon Ball. Wtedy co prawda nie nazywaliśmy tego fachowo „anime” tylko po prostu „bajką”. Grunt, że najpotężniejszym atakiem głównego bohatera – Goku, czy jak woleli polscy tłumacze: Songo – było właśnie sławne, wręcz kultowe „Kamehameha!”. Wiecie czego się dowiedziałem jeszcze przed wyjazdem na Hawaje? Że Kamehamehowie byli lokalnym rodem królewskim!

Tak! Akira Toriyama zapożyczył ponoć nazwę dla owej techniki właśnie od hawajskich możnowładców. Zresztą, ciężko chyba tu zbieg okoliczności, nie sądzicie? Czytaj dalej

Strona 1 z 212