Moje kanały filmowe:
MINIBLOG
- Dziewczyna w czerwonej pelerynie - rozwiązanie konkursu - Najwyższa pora na ogłoszenie wyników w konkursie z filmem na ...
- Fanboys - Intrygujący film - bardzo ciekawie łączy motywy kina drogi z ...
- Konkurs na nazwę programu na Gaminator.tv - wyniki! - Doombek w dzisiejszym Co?Dzienniku! właśnie ogłosił wyniki ogłoszonego niedawno konkursu ...
- Konkurs nr 2 zakończony - rozstrzygnięcie niebawem - Zakończył się konkurs nr 2. Tym razem na blogu pojawiła ...
- Kot w stanie czystym, Terry Pratchett - Szczerze mówiąc, nie interesowałem się nigdy tym, czy Terry Pratchett ...
Ostatnie komentarze
- Patycja Zarzycka o Konkurs! Zgarnij yerba mate i przybory do jej picia z Yerbaciarni!
- Lukasz Milewski2 o Konkurs! Zgarnij yerba mate i przybory do jej picia z Yerbaciarni!
- Mateusz 'Rey' Olszewski o Konkurs! Zgarnij yerba mate i przybory do jej picia z Yerbaciarni!
- Małgorzata Sadło o Kevin Smith – Piewca amerykańskich supermarketów
- KoZa o Kevin Smith – Piewca amerykańskich supermarketów
- KoZa o Kevin Smith – Piewca amerykańskich supermarketów
- KoZa o Kot w Butach – Nie ma odcinania kuponów od sławy, ale szału również brak
- KoZa o Kot w Butach – Nie ma odcinania kuponów od sławy, ale szału również brak
- KoZa o Sherlock Holmes 2: Gra cieni – Błyskotliwy powrót błyskotliwego detektywa
- i.l.s.h.g.c.i o Sherlock Holmes 2: Gra cieni – Błyskotliwy powrót błyskotliwego detektywa
Licznik obejrzanych filmów
Licznik książek
Znajdziecie mnie na:
Licznik
- 45Odsłon dzisiaj:
- 187Gości dziennie:
Archiwum kategorii: Recenzje filmów
13 – Statham w wersji bardziej zakręconej
Jedna z wielu produkcji, za które się zabrałem ze względu na… Jasona Stathama. Nic nie poradzę, tak jak już kilka razy pisałem, to mój ulubiony kiepski aktor. Uwielbiam jego „Transportery”, „Death Race’y” i innych „Mechaników”. Swoją drogą, „Mechanik” też jest brutalnie sympatyczny. Ale ten wpis ma być o „13″.
Co ciekawe, jak na Stathama jest to produkcja naprawdę solidnie zakręcona… Nie, zaraz, cofam, Jason przecież był stałym bywalcem u Guya Ritchie’go. W takim razie jest to produkcja prawie tak zakręcona, jak te z czasów, kiedy Statham nie rozstawał się z Ritchiem. Podkreślam – prawie, i to takie duże prawie. Do finezji „Przekrętu” czy „Porachunków” to oczywiście jeszcze długa droga, a o czystym – przepraszam za łacinę – hardcorze z „Rewolweru” już w ogóle lepiej nie wspominać. Czytaj dalej
3:10 do Yumy – recenzja
Fani westernów od wielu lat nie mają zbyt wielu okazji do radości. Gatunek ten dawno już przestał być numerem jeden na liście najchętniej produkowanych filmów, więc nie ma się co dziwić, że i premier za dużo nie ma. W takim wypadku trochę kuriozalna może wydawać się sytuacja, gdy western, przełamujący długi sezon ogórkowy, jest w rzeczywistości „jedynie” remake’iem starego hitu (z roku 1957), a nie zupełnie nowym, odkrywczym obrazem.
Historia należy do cyklu tych typowych dla dzikiego zachodu i można ją sklasyfikować jako „bandyci kontra ranczerzy”. Dan Evans (Christian Bale) ma na głowie żonę, dwóch synów oraz naprawdę spory długo do spłacenia wobec miejscowego posiadacza ziemskiego. Na domiar złego, podczas wojny stracił stopę, co zdecydowanie nie ułatwia prowadzenia rancza. Nic więc dziwnego, że gdy dostaje szansę za zarobienie okrągłej sumki, zgadza się niemalże bez pytania o warunki. Zasady są proste – dostanie 200$ (nie śmiejcie się – wtedy to była naprawdę konkretna gotówka) za dostarczenie dopiero co schwytanego bandyty i mordercy, Bena Wade’a (Russell Crowe), na pociąg do Yumy, który zawiezie skazańca wprost na szafot. Problem w tym, że w ślad za jeńcem i jego eskortą podąża siedmioosobowy gang, gotów zrobić wszystko, by uwolnić swojego szefa. Czytaj dalej
Aliens vs Predator 2 – recenzja
„Daj bejsbol!” – te i kilka innych mocnych tekstów, które rozłożyły na łopatki całą salę, to – o dziwo – nie efekt twórczości scenarzystów AvP2, lecz… naszych rodzimych tłumaczy. Fakt, podczas seansu śmiechu było co nie miara i to w momentach, które raczej powinny napawać lękiem, a nie dławić histerycznym kaszlem. Ale… Tak – jest pewne „ale”! O ile było sporo poważnych wpadek, znalazło się też kilka elementów, które podniosły z dna kolejną część epickiej walki obcego z Predatorem. Zaskoczeni? Ja zdecydowanie.
Zapytacie pewnie, czym to AvP2 tak zaplusowało, że nie objechałem go doszczętnie już w pierwszym akapicie? Otóż, było zdecydowanie lepsze od „jedynki”, która to ukazała się przeszło trzy lata temu. A to już coś. Po drugie, jeśli ktoś oczekiwał doszczętnej jatki z masą dobrze przygotowanych efektów specjalnych, ten się nie zawiódł. Po trzecie… no, była przy tym wszystkim kupa – zamierzonego przez twórców bądź nie – śmiechu. Innymi słowy, mimo że sama produkcja prezentuje poziom stanów średnich w SF, daje sporo przyzwoitej rozrywki. Na razie o niezbyt wielu eGRAnizacjach można było tak powiedzieć. Czytaj dalej
All-Star Superman – …a cóż to było?
„All Star Superman” jest, według mnie, animacją na wskroś dziwną. Z jednej strony dostałem to, co lubię, czyli kreskę bardzo odległą od tego, co znałem z animowanych seriali oglądanych w dzieciństwie. Z drugiej strony, jest to film cierpiący na schizofrenię – łapie się za, że tak to ujmę, duży temat, jakim jest śmierć Człowieka ze Stali, ale faszeruje widza dziwnymi wątkami pobocznymi, które naprawdę nie są interesujące na tle wspomnianego głównego wątku fabuły. Gdy na ekranie pojawiły się napisy końcowe, szczerze mówiąc nie do końca wiedziałem, co właśnie obejrzałem.
Jak już pisałem przy okazji „Superman – Doomsday”, mam wrażenie, że pełnometrażowe animacje lubią się chwytać za epickie tematy. Śmierć Supermana właśnie w „Doomsday”, początek współpracy Supermana z Batmanem w „World’s finest” czy powrót Jokera w… cóż: „Powrocie Jokera”. Tak jest i tym razem – w „All Star” Clark Kent w wersji z majtkami na spodniach uratował prom kosmiczny, ale sam przy tym przyjął większą dawkę promieniowania słonecznego niż jego organizm był w stanie „przetrawić”. W efekcie stał się jeszcze silniejszy, szybszy, inteligentniejszy, a kryptonit przestał mu szkodzić (sic!). Niestety, jest to też powód przyśpieszonego rozpadu komórek jego ciała, co prowadzi do nieuchronnej śmierci. Czytaj dalej
Batman & Superman – World’s Finest – pierwsze spotkanie Człowieka ze Stali z Mrocznym Rycerzem
Zanim zajmiemy się samą animacją, omówmy najpierw jeden termin związany z komiksami. Jest nim „crossover”. To ten typ obrazkowej opowieści, w którym spotykają się postacie z dwóch różnych serii, na ogół od jednego wydawcy, ale jak każda zasada, ma to swoje wyjątki. Czasem wychodzą z tego ciekawe i łatwe do przetrawienia dla szarych zjadaczy chleba historie. Czasem zaś wychodzą z tego takie potworki, że tylko komiksowy geek jest w stanie ogarnąć umysłem i chronologię samych komiksów, i sens wydarzeń w nich zawartych (coś takiego miało miejsce, według mnie, na przykład przy okazji marvelowskiego cyklu „Civil War”, który się ciągnął bodaj przez 100 komiksów w prawie wszystkich seriach tego wydawcy). Na szczęście, animowane przygody Batmana i Supermena zaliczają się do tej pierwszej kategorii, z którą można obcować bez spędzenia uprzednio tygodnia z nosem zanurzonym w wikipedii. Ale jeśli starczy mi nerwów i siły, może kiedyś przybliżę Wam również taki właśnie mega-crossover na łamach mojego bloga. Na razie zajmijmy się „World’s Finest”. Czytaj dalej












