Moje kanały filmowe:
MINIBLOG
- Dziewczyna w czerwonej pelerynie - rozwiązanie konkursu - Najwyższa pora na ogłoszenie wyników w konkursie z filmem na ...
- Fanboys - Intrygujący film - bardzo ciekawie łączy motywy kina drogi z ...
- Konkurs na nazwę programu na Gaminator.tv - wyniki! - Doombek w dzisiejszym Co?Dzienniku! właśnie ogłosił wyniki ogłoszonego niedawno konkursu ...
- Konkurs nr 2 zakończony - rozstrzygnięcie niebawem - Zakończył się konkurs nr 2. Tym razem na blogu pojawiła ...
- Kot w stanie czystym, Terry Pratchett - Szczerze mówiąc, nie interesowałem się nigdy tym, czy Terry Pratchett ...
Ostatnie komentarze
- Patycja Zarzycka o Konkurs! Zgarnij yerba mate i przybory do jej picia z Yerbaciarni!
- Lukasz Milewski2 o Konkurs! Zgarnij yerba mate i przybory do jej picia z Yerbaciarni!
- Mateusz 'Rey' Olszewski o Konkurs! Zgarnij yerba mate i przybory do jej picia z Yerbaciarni!
- Małgorzata Sadło o Kevin Smith – Piewca amerykańskich supermarketów
- KoZa o Kevin Smith – Piewca amerykańskich supermarketów
- KoZa o Kevin Smith – Piewca amerykańskich supermarketów
- KoZa o Kot w Butach – Nie ma odcinania kuponów od sławy, ale szału również brak
- KoZa o Kot w Butach – Nie ma odcinania kuponów od sławy, ale szału również brak
- KoZa o Sherlock Holmes 2: Gra cieni – Błyskotliwy powrót błyskotliwego detektywa
- i.l.s.h.g.c.i o Sherlock Holmes 2: Gra cieni – Błyskotliwy powrót błyskotliwego detektywa
Licznik obejrzanych filmów
Licznik książek
Znajdziecie mnie na:
Licznik
- 45Odsłon dzisiaj:
- 187Gości dziennie:
Archiwum kategorii: Recenzje gier
Aliens vs Predator – AVP okiem niewtajemniczonego
Tak się to wszystko ułożyło, że na moim biurku niespodziewanie wylądowała płytka z xboxową wersją najnowszej edycji Aliens vs Predator. Taka już dola recenzenta, że czasem – czy wręcz: na ogół – przychodzi mu zajmować się tytułami, które interesowały go tyle, co zeszłoroczny śnieg. Tak jest w przypadku mojej relacji z AVP – nie znam tej serii, na kontynuację nie czekałem, uniwersum mnie nie interesuje. Dlatego informuję o tym już we wstępie – to recenzja osoby, która nie jest fanem tej sagi. Czy przeszkadzało mi to w zabawie? Otóż… nie! A być może nawet pomogło.
Po zakończonej przygodzie z AVP nie rozumiem jednego – czemu ten tytuł zgarnia tak słabe noty? Oczywiście, tak jak już o tym przed chwilą wspomniałem, pytanie to zadaję z pozycji osoby niewtajemniczonej. Możliwe, że gdybym przez całe dzieciństwo katował poprzednie gry z serii i z wypiekami na twarzy oglądał kolejne odsłony ósmego pasażera Nostromo, czułbym się rozczarowany grą Rebellion ze względu na jakieś potknięcia w szczegółach tu i ówdzie.
Cały tekst możecie przeczytać w portalu Gaminator.pl…
Amped 3 – Tony Hawk na śniegu
Od dawna miałem wielką ochotę zagrać w coś, co byłoby można nazwać tak, jak tę recenzję – Tonym Hawkiem na śniegu. Bodaj rok temu miałem przyjemność grać w Shauna White’a, który choć niezły, prezentował jednak inną filozofię rozrywki. Może karkołomną, ale nie aż tak radośnie aracade’ową. Jak się okazało, żeby znaleźć to, czego szukałem, było trzeba się cofnąć aż do roku 2005 i pierwszych gier wydanych Xboxa 360. Ponieważ wtedy powstało Amped 3.
Cały artykuł możecie przeczytać w portalu Gaminator.pl.
Arcanum: Przypowieść o Maszynach i Magyi – Steampunk ojców Fallouta
Arcanum… Tak, na tę grę to ja długo czekałem. Pamiętam, jakby to było wczoraj. Jeśli się nie mylę, premiera miała miejsce jakoś we wrześniu (może październiku) 2001 roku. Tak mi się ta data wyryła we wspomnieniach, gdyż przecież nie co dzień ukazuje się na półkach sklepowych dzieło twórców Fallouta. Zapowiadało się hucznie. Duże możliwości, jeszcze większy świat i kapitalna fabuła z licznymi sub-questami. I, z mojego punktu widzenia, obietnice zostały w pełni spełnione. Przynajmniej jeśli chodzi o zawartość merytoryczną Arcanum. Ale po kolei.
Akcja zaczynała się od typowego dla Hitchcocka trzęsienia ziemi. Jako jeszcze nic nieznaczący człek bierzemy udział w katastrofie pierwszego na świecie sterowca, który odbywał właśnie swój inauguracyjny lot. Los chciał, że tylko my wyszliśmy z tego wypadku bez większych urazów (no, może poza psychicznym). Od umierającego pod stertami złomu gnoma dostajemy pierścień, który, w ramach ostatniej przysługi względem konającego, mamy dostarczyć do jego przyjaciela – tajemniczego G.B. Żeby nie było zbyt nudno, z ust wędrowca – Virgila – dowiadujemy się, że pikowanie płonącego sterowca przypominało niemalże ząb w ząb prastare elfie proroctwo. Nie byłoby może w tym nic aż tak frapującego, gdyby nie to, że w przepowiedzianych ogniach miało się narodzić… nowe wcielenie ichniego boga!
Cały artykuł możecie przeczytać w portalu Gaminator.pl.
Army of Two: The 40th Day – Wejście smoków
Army of Two: The 40th Day było dla mnie typową grą, którą recenzowałem, ponieważ ktoś to i tak musi zrobić. Jedynka mi zupełnie nie podeszła. Nie widziałem sensu gry (skoro nie musiałem recenzować) w coś, co chce być klonem Gears of War, ale nie za bardzo sobie z tym zadaniem radzi. Tego samego spodziewałem się po kontynuacji. Jak się okazało, czekała na mnie miła niespodzianka.
Przyznaję się bez bicia, że nadal nie do końca wiem, o co chodziło w The 40th Day, mimo że całość z radością przeszedłem. Rios i Salem, bohaterowie pierwszej części, trafiają do Szanghaju, gdzie mają wykonać podejrzanie prostą misję. Jak się okazuje, haczyków nie ma i zadanie faktycznie jest po prostu łatwe. Sęk w tym, że gdy już się z nim uporali, Szanghaj „się akurat wziął i wybuchł”. Całe szczęście, okazało się, że nie tylko ja nie rozumiem, co i dlaczego się dzieje – bohaterowie też byli zaskoczeni. Grunt, że przez najbliższe sześć godzin będą się przebijać przez ruiny, wybijając w pień armię klonów, ratując swoją koleżankę, zabijając złego dyktatora i odlatując w kierunku zachodzącego słońca. Do ostatniej chwili nie wiedziałem, dlaczego, ale… cholera, fajnie było!
Cały artykuł możecie przeczytać na portalu Gaminator.pl.
Asphalt: Urban GT 2 – recenzja (PSP)
Lubisz, gdy Twoje nowiutkie Lambo Gallardo świeci się na fioletowo po odpaleniu potrójnego nitro? Wygrywanie czołowych dzwonków w starciach „ja i mój chopper versus tamta śmieciarka” to Twój chleb powszedni? Uważasz, że najlepsze, co może spotkać kierowcę pędzącego 300kh/h, to wszechobecna nuda? Asphalt 2 Urban GT to gra dla Ciebie…
A teraz pytanie – ile osób odpowiedziało twierdząco na wszystkie te pytania?
Przyznam, że na początku mocno się zdziwiłem i to… pozytywnie. Cóż ujrzały moje oczy na okładce pudełka i przy odpaleniu gry? Merolek… Lambo… No, no – panowie z Gameloftu zadali sobie sporo trudu i wykupili licencje do jednych z najpiękniejszych i najszybszych samochodów świata! Od razu wziąłem się za przeglądanie parku maszyn i widok naprawdę mnie zadowolił. Mimo nieobecności kilku tak ważnych marek, jak np. Ford i jego Mustang, zdecydowanie nie mogłem narzekać na brak fajnych wózków, którymi każdy facet chętnie by się porozbijał po mieście. Trzeba też dodać, że ich wygląd został naprawdę dobrze odwzorowany, jak na możliwości PSP. Wydaje mi się, że pod tym kątem Asphalt 2 jest nawet lepszy od Sega Rally.
Cały artykuł możecie przeczytać na portalu Gaminator.pl.












