„Jedz, módl się, kochaj” jest chyba jedną z najlepszych decyzji inwestycyjnych, o jakich słyszałem. Wydawca książek Elizabeth Gilbert zaryzykował i opłacił jej rok ekspensywnych i ekstrawaganckich wojaży po świecie w zamian za prawa do wydania jej książki. Książki, którą była zobowiązana napisać po powrocie. Dla wydawcy – jak i autorki – był to strzał w dziesiątkę. Książka została przetłumaczona na, bodaj, kilkadziesiąt języków, a teraz doczekała się nawet ekranizacji. Przyznaję się, że z tekstem nie miałem styczności, ale jak poinformowało mnie wiele osób – na pewno nie był materiałem na film. Po seansie mogę powiedzieć jedno – owi sceptycy mieli rację. Czytaj dalej












