StarCraft: W cieniu Xel’Nagi, czyli o tym, co Protossi robili z Terranami

th_pbl_shadow

„Shadow of the Xel’Naga” – tak, jak opisywane przeze mnie wcześniej „Uprising”„Liberty’s Crusade” – należy do cyklu StarCraft Archive. Jak się jednak przy okazji tej powieści okazuje, ów cykl nie składa się na jedną historię. „W cieniu Xel’Nagi” jest opowieścią zupełnie niezależną od pozostałych i, co więcej, nie jest oparte na żadnej z kampanii, lecz wypełnia lukę między podstawką, a dodatkiem „Brood War”.

Tym razem akcja przenosi się na planetę Bhekar Ro, do miasta Free Haven. Od razu zaznaczę, to nie jest to to samo Haven, które znamy z drugiej części gry. Początkowo miałem nadzieję na taki „smaczek” dla fanów, lecz niestety – są to miejscówki zupełnie od siebie niezależne. Życie na wspomnianym Bhekar Ro nie jest tak proste, jak koloniści początkowo sądzili. Postanowili uciec spod jarzma Konfederacji, skuszeni dobrami naturalnymi planety. Okazało się jednak, że w parze z wysokim nasyceniem złóż minerałów idzie również duża ilość burz i huraganów. Czytaj dalej

Noc Kina w Multikinie (i kwestia maratonów)

NocKina

Multikino ma aktualnie zdecydowane pierwszeństwo, jeśli chodzi o wymyślanie ciekawych inicjatyw kinematograficznych czy też akcji w pomysłowy sposób wykorzystujących wielki, srebrny ekran. Było można już obejrzeć koncert Queen z Montrealu, posłuchać U2 i wielu innych zespołów. Było można pograć w Halo – bodaj – Reach i kilka innych tytułów. Była masa zwykłych maratonów filmowych, były bilety po 10 złotych. I jest też coroczna Noc Kina.

Dzięki tej inicjatywie możecie w ciągu jednej nocy nadrobić wiele filmów, które z jakichś powodów ominęliście w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Kupujecie karnet i wraz z nim możecie wybrać się na dowolną konfigurację seansów. Dla przykładu, w tym roku było 11 różnych tytułów i tylko od widza zależało, na których salach ową noc chce spędzić. Czytaj dalej

Crackdown 2 – Agent z Agencji: Powrót

Crackdown2Cover

Pierwsza część Crackdowna zawsze dla mnie była – i nadal zresztą jest – jednym z najlepszych exclusive’ów na konsolę Microsoftu. Tytuł „pozornie niepozorny” stał się dla mnie wzorem gry z prawdziwym superbohaterem w roli głównej. Ponieważ super nie jest ten, kto ma majtki naciągnięte na kalesony, ale ten, kto przeskakuje dwa blokowiska jednym skokiem, trzymając nad głową – niczym Atlas nieboskłon – osiemnastokołową ciężarówkę. Dlatego też na kontynuację czekałem… a raczej czekałbym, gdybym wcześniej nie widział prezentacji na targach i wypuszczonych do sieci filmików.

Problem polega na tym, że twórcy zapędzili się w swoich fantazjach i po prostu przegięli. Pierwsza część była zupełnie pozbawiona prawdziwej fabuły i skupiała się po prostu na wybijaniu kolejnych szefów mafii. Przy czym było to zajęcie naprawdę ciekawie urozmaicone – była odrobina infiltracji, były zależności między poszczególnymi grubymi rybami. I była ta superbohaterskość, która tak mnie urzekła. Nikt nie był wyzwaniem dla Agenta i tylko znaczna przewaga liczebna oponentów była mu w stanie zagrozić. A co zaserwowano nam w drugiej części? Czytaj dalej

Dżem w Stodole (04.12.2010)

Dżem

Dżem to jeden z tych zespołów, których nie trzeba nikomu przedstawiać. Na polskiej scenie muzycznej występuje już od 30 lat i to mimo bardzo bogatej, a przy tym trudnej historii. Muzycy nie tylko grają stare szlagiery, ale również ciągle tworzą nowe utwory, czego doskonałym dowodem były dwa koncerty w Stodole, które odbyły się odpowiednio 3. i 4. grudnia. Sam byłem na drugim z wymienionych.

Można powiedzieć, że przygotowana lista utworów była naprawdę niezłym kompromisem między najstarszymi z najstarszych hitów, kompozycjami z płyty „2004″ oraz kawałkami z najnowszego albumu, który, siłą rzeczy, muzycy chcą promować. Początkowo królowały głównie utwory z grupy drugiej i trzeciej – z repertuaru riedlowskiego z pierwszej części koncertu zapadło mi w pamięci jedynie „Powiał boczny wiatr”. Zresztą, z obecności tego kawałka bardzo się cieszyłem, gdyż darzę go dużym sentymentem. Oczywiście, nie mogło zabraknąć „Do kołyski” z „2004″, które zostało poprawione „Gorszym dniem” z tożsamego albumu. Czytaj dalej

Maczeta – tylko doskonały?

Machete

„Maczeta” to chyba jedyny film, na który w tym roku czekałem. OK, był jeszcze „Iron Man 2”, który niestety w mojej opinii był „jedynie” dobry. Kiedy trzy lata temu oglądałem trailer z Dannym Trejo w roli głównej, emitowany przed pokazami „Planet Terror”, nie myślałem, że ten film powstanie. Obstawiałem, że Rodriugez wraz ze swoją ekipą zrobili świetny, klimatyczny żart i tyle. A później się okazało, że to nie był żart, zaś moje oczekiwania względem tej produkcji wywindowały się w okolice nieboskłonu.

Czytaj dalej