Taśmy Watykanu – Egzorcyzm udany

Taśmy Watykanu - plakat

Jak wie każdy fan horrorów, egzorcyzmy są znanym i lubianym tematem przewodnim licznych straszaków. Ciężko wycisnąć z tego motywu coś nowego, w szczególności że najbardziej znany przedstawiciel tego nurtu – klasyczny „Egzorcysta” – w dużej mierze wyczerpał pulę dobrych pomysłów. Można za to zrobić coś takiego, jak właśnie „Taśmy Watykanu”, które okazały się zaskakująco poprawnym filmem. I to w sytuacji, kiedy spodziewałem się kompletnej porażki.

„Taśmy Watykanu” nie starają się wynaleźć koła na nowa i nie postawiły sobie również szokowania widza za cel numer jeden. Nie ma tu fontann rzygowin, plwocin i krwi, nie ma też intymnych chwil uniesienia z krucyfiksem w roli głównej. Ba, nawet żadna głowa nie obraca się o 360 stopni. Zamiast tego wszystkiego widz dostaje solidną porcję minimalistycznego podejścia do kręcenia dreszczowców, połączonego z zaskakująco solidnym aktorstwem. Wszystkich fanów Louisa z „Ant Mana” na pewno ucieszy spora rola Michaela Peña. Choć, żeby nie było wątpliwości, z kreacją z „Człowieka Mrówki” nie ma ona nic wspólnego. Czytaj dalej

Mission Impossible 5 – Idealny, klasyczny… Bond

Mission Impossible 5 - plakat

„Mission Impossible” jest serią, która bardzo szybko straciła jakiekolwiek moje zaufanie. O ile jedynka była klasycznym filmem szpiegowskim, o tyle dwójka odjechała w klimaty tak abstrakcyjne, że nie byłem w stanie z nich czerpać przyjemności. Najwyraźniej nie tylko ja się tak czułem, ponieważ po „IM2” seria na długo zniknęła z kin. Powróciła po latach wraz z częścią trzecią, która pozytywnie mnie zaskoczyła. Bawiła, wciągała… ale ciągle czegoś brakowało. To był dobry seans, ale nie rzucił mnie na kolana. Dlatego po czwórce oczekiwałem mniej więcej tego samego – poprawnej szpiegowskiej przygody. I tu zaczęło się robić niezwykle ciekawie, ponieważ „Ghost Protocol” wzięło mnie kompletnie z zaskoczenia i zauroczyło. Właśnie dlatego piątka miała u mnie trudny start. Czytaj dalej

Fantastyczna Czwórka – Kopanie leżącego czy niemożliwa obrona?

Fantastyczna Czwórka - plakat

Jak się zdaje, o nowej wersji „Fantastycznej Czwórki” świat wydał werdykt już dawno temu. Pierwsze skrajnie negatywne recenzje wywołały reakcję łańcuchową, która spowiła Pierwszą Rodzinę Marvela aurą kompletnej i ostatecznej porażki. Sytuacja jest podobna do tej, która nie tak dawno temu towarzyszyła premierze „Terminatora: Genisys”. Tak, film był zły, ale… nie aż tak zły, jak bardzo wyraźnie sugerowały przed- i okołopremierowe recenzje oraz opinie. I tak samo jest z „Fantastyczną Czwórką” – to po prostu wzorcowy przykład fatalnego kina. Ale to, że w jakichś rankingach nowe „F4” wypada gorzej od klasycznej klapy, jaką był „Batman & Robin” nie znaczy, iż mamy do czynienia z porażką na tym samym poziomie. Chociażby dlatego, że nakręcenie komiksowej adaptacji tak złej, jak Mroczny Rycerz od Joela Schumachera wymaga całej masy kreatywności. Tam był śpiewający Arnold Scharzenegger z lodowymi one-linerami! Zaś „Fantastyczna Czwórka” z jakiejkolwiek kreatywności jest doszczętnie wyprana. Czytaj dalej

Ultimate Iron Man – Człowiek z żelaza oczami Orsona Scotta Carda

Ultimate Iron Man - okładka

Gdyby ktoś mnie spytał, z czym kojarzy mi się Orson Scott Card, bez namysłu odpowiedziałbym, że z taśmową produkcją powieści z uniwersum Endera. Żeby nie było tu żadnych wątpliwości – kocham „Grę Endera”, ale obszerność tego świata przeraża mnie doszczętnie. W szczególności, że próbowałem czytać kolejne części tej gigantycznej sagi i nie potrafiłem się do niej przekonać. Ale nie o tym miałem pisać… Gdy rzuciłem okiem na okładkę „Ultimate Iron Man” zupełnie zaskoczyła mnie obecność na niej nazwiska właśnie pana Carda. Gdyż z komiksami nie kojarzyłem go ani trochę, jak widać niesłusznie.

„Ostateczny Żelazny Mężczyzna” i tak był na mojej długiej liście powieści obrazkowych do przeczytania, gdyż po prostu lubię Ultymatywnego Marvela. Te historie mają spory urok ze względu na swoją spójność i niewielką liczbę tytułów w ramach całego uniwersum. Jest jedna seria o X-Menach, jedna o Fantastycznej Czwórce i jedna o Człowieku-Pająku. I tyle. Do tego dochodzą sporadycznie wydawane krótsze serie, które dosyć łatwo umiejscowić w czasoprzestrzeni tegoż uniwersum, jak chociażby „Ultimates”. Co ciekawe, Tony Stark nigdy nie dostał własnej głównej serii, która leciałaby równolegle do trzech wymienionych wcześniej. Powód tego stanu rzeczy jest chyba dosyć prozaiczny – choć z naszej perspektywy polskich widzów i czytelników jest to jeden z najpopularniejszych bohaterów, w Stanach na przełomie wieków był chyba co najwyżej w lidze B w zakresie objętości grupy odbiorców. I z tego prostego powodu, podczas powstawania uniwersum Ultimate, po prostu nie było miejsca dla serii o nim. Jeśli pamięć mnie nie myli, pierwszy większy występ miał właśnie w „Ultimates”, a seria Orsona Scotta Carda przyszła dopiero później, by ujawnić narodziny jego superbohaterskiego alter ego w tej wersji czasoprzestrzeni Marvela. Czytaj dalej

Magic Mike XXL – Kino drogi z przypadku

Magic Mike XXL - plakat

Pierwszy „Magic Mike” był, według mnie, kinowym kłamstwem. Wszystko sugerowało, że na seansie czeka mnie lekka i przyjemna rozrywka w stylu „Step Up” dla dorosłych. A jak nie dla dorosłych, to z tak zwanym „pieprzykiem”. Wszystko się zgadzało. W roli głównej występował Channing Tatum, znany z tego, że sprzedaje każdy film rozrywkowy, w którym się znajduje. I to sprzedaje głównie paniom, więc rola striptizera sugerowała, że sale będą nabite pod sam sufit. Plakaty i trailery też obiecywały nieskrępowaną zabawę. I stanęło na tym, że wszystkie te przesłanki nie miały najmniejszego znaczenia. „Magic Mike” okazał się kiepsko nakręconym kinematograficznym potworkiem na kształt fatalnie napisanego melodramatu o rozwydrzonych narkomanach. Zabawy było w nim tyle, co nic.

I tak dochodzimy do czasów współczesnych, do kin wszedł „Magic Mike XXL”, a plakaty i trailery znów sprawiły, że chciałem się dać oszukać. Byłem też ciekawy, czy faktycznie znów zostałbym kinematograficznie okłamany, czy może jednak ktoś poszedł po rozum do głowy i „Magiczny Michał” w końcu stał się tym, czym od początku powinien być. Cóż, okazało się, że prawda leży gdzieś pośrodku. Czytaj dalej

Strona 7 z 166« Pierwsza...45678910...Ostatnia »