Moje kanały filmowe:
MINIBLOG
- Shaolin Soccer - Idealna propozycja dla wszystkich osób, które lubią specyficzne połączenia. Mamy ...
- Husk - Raz na jakiś czas lubię obejrzeć tego typu film. "Husk" ...
- Darth Bane #1: Droga zagłady, Drew Karpyshyn - Zachęcony tekstem Pawła, postanowiłem zakupić pierwszy tom z książkowej kolekcji ...
- Gra o tron komiksowo - O tym komiksie będzie bardzo krótko z kilku powodów. OK, ...
- Kot w stanie czystym, Terry Pratchett - Szczerze mówiąc, nie interesowałem się nigdy tym, czy Terry Pratchett ...
Ostatnie komentarze
- Waldemar Juszczyk o Dynamiczny Duet #1 – Ostry mówi, jak to jest z tym polskim komiksem
- Dafdf o Dynamiczny Duet #1 – Ostry mówi, jak to jest z tym polskim komiksem
- ANNA SAMIN o Projekt X – Imprezy wchodzą w nowy wymiar
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Rafał Kawulak o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Karathrace o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
Licznik obejrzanych filmów
Znajdziecie mnie na:
Licznik
- 1Odsłon dzisiaj:
- 158Gości dziennie:
Archiwa tagu: BioWare
Objawienie, Drew Karpyshyn – Mass Effect w literaturze po raz pierwszy
Przyznaję się, że o przetłumaczeniu książek z uniwersum Mass Effect na nasz rodzimy język dowiedziałem się dopiero przy okazji premiery bodaj drugiej części. Los jednak chciał, że byłem już przygotowany do czytania „Objawienia” po angielsku i postanowiłem się tej opcji trzymać. Gdyby książka okazała się czy to fabularnie, czy też warsztatowo totalną stratą czasu, przynajmniej mógłbym się pocieszyć szlifowaniem języka Shakespeara.
Jak się jednak okazało, książka stratą czasu zdecydowanie nie była. I to mimo faktu, że napisał ją człowiek odpowiedzialny za „powieść” „Wrota Baldura: Tron Bhaala”… Tak, ten sam! Wydaje się niemożliwym, by ktoś taki spłodził cokolwiek zjadliwego? Cuda, na szczęście dla mnie i innych czytelników, jednak się zdarzają. Czytaj dalej
„Mass Effect: Objawienie” – moja recenzja na MiastoGier.pl
Ostatnio ciągle zapominałem pisać o tym, gdzie i kiedy pojawiły się moje teksty – pora to zmienić, a o samej zmianie pamiętać. :] Tym razem mam dla Was recenzję książki „Mass Effect: Objawienie” (czytałem wersję anglojęzyczną), możecie ją znaleźć na łamach portalu MiastoGier.pl, z którym współpracuję od kilku miesięcy.
Oczywiście, tekst trafi również na mojego bloga, ale to pewnie dopiero za tydzień czy dwa, bardziej w celu archiwizacyjnym. Trzymczasem…
Neverwinter Nights: Shadows of Undrentide – Krok w dobrą stronę
Jak może wyglądać dodatek do „Neverwinter Nights”? Tysięce skryptów i obiektów dodanych do edytora tak, żeby fani sami sobie tworzyli ciekawe mody? Czy może wreszcie ktoś pomyśli, że okraszenie gry cRPG dobrą, wciągającą fabułą, to nie jest znowu taki głupi pomysł? I co się okazało ? W zakresie edytora rewolucji nie ma – ot, standardowa garść dodatków, które ucieszą zagorzałych moderów. Natomiast w zakresie fabuły… rewolucji też nie ma. Ot, mamy cztery artefakty do odnalezienia i świat do uratowania. Jednak diabeł tkwi w szczegółach.
Żeby nie zamykać całej recenzji w pierwszym akapicie, należy się Wam, Drodzy Czytelnicy kilka słów wytłumaczenia dlaczego znów przyszło nam ratować Faerun (a przynajmniej jego część). Otóż, będąc na stażu u mistrza Drogana – krasnoludzkiego czarodzieja – byliśmy światkami napadu agresywnych koboldów (sic!) na jego akademię. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że atak konusów nie jest niczym groźnym. Niestety, wspierani z zewnątrz przez niezidentyfikowaną jeszcze potęgę, najeźdźcy zdołali wykraść przechowywane w tajemnicy cztery artefakty oraz drasnąć zatrutym sztyletem samego mistrza. I tu do akcji wchodzisz Ty, młody detektywie, awanturniku, bojowniku o wolność i obrońco uciśnionych. Masz kolejno dowiedzieć się: kto stał za atakiem, po co temu komuś magiczne przedmioty i czym ową personę da się zabić. Uratowanie mentora w tak zwanym „międzyczasie” również jest wskazane. Ratowanie kilku krain przemilczę.
Cały artykuł możecie przeczytać na portalu Gaminator.pl.
Mass Effect: Pinnacle Station – Najpierw strzelaj, później zadawaj pytania
Pomysł, by drugie i, zarazem, ostatnie DLC do Mass Effecta opierało się w pełni na strzelaniu do znacząco przeważających sił wroga uważałem za dziwny. Czego by nie mówić, dzieło BioWare to jednak nadal „bardziej cRPG” niż „bardziej strzelanka”. Czy to w ogóle miało się prawo udać?
Każdy, kto grał w Mass Effecta, wie, że mechanika strzelania została tak uproszczona, by nie przykryła sobą warstwy „roleplayowej”. Nawet jeśli ktoś stronił od podobnych gier akcji i nienawidził zmagania się z headshotami na padzie, i tak mógł bawić się bardzo dobrze. Minimalny odrzut, nieskończona amunicja, poziom trudności nie należący do najwyższych, niewidzialna, pomocna dłoń, która lekko korygowała lot kul – to wszystko przychodziło nam z pomocą podczas wielkiej przygody kapitana Sheparda. W kontekście tego wszystkiego muszę przyznać, że… Pinnacle Station zaskoczyło mnie nad wyraz pozytywnie.
Cały artykuł możecie przeczytać na portalu Gaminator.pl.
Mass Effect: Bring Down the Sky – Słońce wybuchło, a Księżyc spadł na Ziemię
Pierwsze DLC do Mass Effecta powinno być czymś epickim, nie sądzicie? Z drugiej strony, jak tu dodać coś do gry, która i tak traktuje o ratowaniu całego uniwersum i na dodatek to naprawdę z pompą? Panie i panowie z BioWare wybrnęli z tego problemu obronną ręką – dodali pomniejsze zadanie, w którym ratujemy „tylko” jedną planetę.
Ową planetą jest skolonizowana Terra Nova, która lada chwila może zniknąć z map galaktyki. Wszystkiemu winni są batariańscy terroryści, który postanowili uszczuplić populację we wszechświecie o kilka milionów istnień. Przejęli stację kosmiczną na mobilnej asteroidzie i przy pomocy gigantycznych silników… obrali kolizyjne kurs ze wspomnianym ciałem niebieskim. Shepard o całym zajściu dowiaduję się od razu po uzyskaniu dostępu do Normandy, czyli chwilę po mianowaniu na Widmo przez Radę w Cytadeli. Cóż można więc zrobić innego niż ruszyć uciśnionym z pomocą. Osoby grające w stylu odbiegającym od ideału świętego wojownika zawsze mogą zmotywować swoją wyprawę chęcią pozyskania nowego ekwipunku i kredytów.
Cały artykuł możecie przeczytać na portalu Gaminator.pl.











