Archiwa tagu: Electronic Arts

FaceBreaker – Nie dla casuali, nie dla pr0

FaceBreaker - Xbox 360 okładka

Na dzień dobry zadam pytanie: po co robić bijatykę, która – sądząc po ilości dostępnych ruchów – wymierzona jest w casuali, zaś poziomem trudności dostosowana do prawdziwych pr0? Nie wiecie? Ja też nie. I twórcy, czyli panie i panowie z EA Canada, też pewnie nie wiedzą, mimo że sami są autorami jednej takiej produkcji… Rzecz jasna, mowa o ich najnowszym „dziele”, FaceBreakerze.

FaceBreaker jest tytułem dosyć specyficznym już z samego założenia. Twórcy symulatora bokserskiego – Fight Night – postanowili tym razem podejść do swojego ulubionego tematu z przymrużeniem oka. Efektem tego stała się karykaturalna, komiksowa konwencja graficzna, która – to trzeba przyznać – robi naprawdę świetne pierwsze wrażenie. Jak zaś został potraktowany system walki? Cóż, też z przymrużeniem oka, co niestety okazało się iście masochistycznym posunięciem. Przypuszczam, iż założenie było takie, by FaceBraker był możliwie przystępnym tytułem – nawet dla tych graczy, którzy nie przepadają za bardziej wyrafinowanymi bijatykami ze względu na np. trudne do spamiętania i wyćwiczenia combosy. Dlatego też do naszej dyspozycji zostały oddane tylko… cztery ciosy. Mamy tu uderzenie niskie, wysokie, silne i rzut. Nic więcej. Do tego dochodzą dwie bliźniaczo podobne w wykonaniu kombinacje oraz kilka sposobów na bardziej defensywną rozgrywkę. Malutko, w szczególności, że różnice pomiędzy postaciami są bardziej zbliżone do kosmetycznych niż fundamentalnych (co wcale nie przeszkadza im w byciu niezrównoważonymi, o czym dalej).

Cały artykuł możecie przeczytać na portalu Gaminator.pl.

Godfather II – Tylko Marlona żal…

Godfather II okładka Xbox 360

Nigdy nie byłem szczególnym fanem Ojca Chrzestnego. Mimo faktu, że dwie pierwsze części filmowej adaptacji powieści Mario Puzo są uważane za jedne z filmów wszechczasów, miłość do nich nigdy mi się nie udzieliła. Z jednym wyjątkiem. Zawsze bardzo szanowałem kreację Marlona Brando, czyli legendarnego Dona Vito Corleone. Jak ten kinematograficzny wstęp ma się do Godfathera II, gry ze stajni EA? Ano tak, że pozostaje się jedynie cieszyć, iż wizerunek Brando nie został w nim użyty.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie twierdzę od razu, na wstępie, że Godfather II jest tak slaby, iż pojawienie się w nim cyfrowego odpowiednika gwiazdy Hollywood powinno się uważać za zwiastowanie końca kariery. To całkiem przyjemny kawałek kodu, który naprawdę może dostarczyć parunastu miłych godzin zabawy. Tyle tylko że zarówno książka jak i filmy stały się, jako się rzekło, legendą za sprawą swej jakości. Natomiast gra ledwo, ociężale i z potwornym wysiłkiem próbuje chociaż wyłonić czubek nosa ponad marną szóstkę. I to nie w skali szkolnej, ma się rozumieć.

Cały artykuł możecie przeczytać na portalu Gaminator.pl.

Army of Two: The 40th Day – Wejście smoków

cover

Army of Two: The 40th Day było dla mnie typową grą, którą recenzowałem, ponieważ ktoś to i tak musi zrobić. Jedynka mi zupełnie nie podeszła. Nie widziałem sensu gry (skoro nie musiałem recenzować) w coś, co chce być klonem Gears of War, ale nie za bardzo sobie z tym zadaniem radzi. Tego samego spodziewałem się po kontynuacji. Jak się okazało, czekała na mnie miła niespodzianka.

Przyznaję się bez bicia, że nadal nie do końca wiem, o co chodziło w The 40th Day, mimo że całość z radością przeszedłem. Rios i Salem, bohaterowie pierwszej części, trafiają do Szanghaju, gdzie mają wykonać podejrzanie prostą misję. Jak się okazuje, haczyków nie ma i zadanie faktycznie jest po prostu łatwe. Sęk w tym, że gdy już się z nim uporali, Szanghaj „się akurat wziął i wybuchł”. Całe szczęście, okazało się, że nie tylko ja nie rozumiem, co i dlaczego się dzieje – bohaterowie też byli zaskoczeni. Grunt, że przez najbliższe sześć godzin będą się przebijać przez ruiny, wybijając w pień armię klonów, ratując swoją koleżankę, zabijając złego dyktatora i odlatując w kierunku zachodzącego słońca. Do ostatniej chwili nie wiedziałem, dlaczego, ale… cholera, fajnie było!

Cały artykuł możecie przeczytać na portalu Gaminator.pl.

Need for Speed: Shift – Quo vadis, NFS?

Need for Speed  Shift Xbox 360 cover

Historia serii Need For Speed jest cokolwiek sinusoidalna, rzekłbym. Początki sagi były zręcznościowe, ale trzymały się jakichś ogólnie przyjętych przez naukowców praw fizyki. Edycja Porshe zjadała zaś niedzielnych kierowców na śniadanie. Później nastały czasy dresiarstwa. Świetnie sprzedającego się dresiarstwa, trzeba nadmienić. Były Undergroundy, Most Wantedy i Carbony. Wtedy EA uznało, że chyba trzeba zrobić typowe „back to basics” – to był ten dzień, kiedy prasa przejechała się walcem po średnio udanym ProStreecie. Developerzy uznali, że chyba jednak nie tędy droga i wrócili do korzeni znacznie bliższych niż zamknięte tory. Innymi słowy znów wyjechali na ulice miast, zrywając z realizmem i dodając szczyptę panów w szelestach. Prasa ponownie wytoczyła swój walec i Undercovera, bo tak się ta część nazywała, zrównała z ziemią jeszcze bardziej. Mieliśmy do czynienia z najgorszą częścią Need For Speeda od początków serii. W tym roku zaś… cóż, znów zamknięte tory, legalne wyścigi i dresiarstwo na banicji. Powstaje podstawowe pytanie…

Cały artykuł możecie przeczytać na portalu Gaminator.pl.

Mass Effect 2 – recenzja już na Gaminatorze

Mass Effect 2

Trochę to wszystko trwało, ale recenzja drugiej części Mass Effecta trafiła wreszcie na Gaminatora. :] Cóż tu wiele mówić, ten tytuł jest po prostu genialny i ciągle mi chodzi po głowie. Nie mogę się doczekać kontynuacji albo przynajmniej jakiegoś solidnego DLC. I powrót do jedynki też mnie kusi… Ech, to chyba mówi samo za siebie o jakości tej serii. Zachęcam do lektury. :]

Strona 1 z 212