Archiwa tagu: Miroslav Żamboch

Koniasz – Wilk samotnik, tom II, Miroslav Żamboch – czy to na pewno tom drugi?

Koniasz Wilk Samotnik tom 2 Miroslav Żamboch

Podczas jednego z wakacyjnych wyjazdów przeczytałem w końcu drugi tom przygód Koniasza w opowieści zatytułowanej „Wilk samotnik”. Niestety, przez zabieg zastosowany przez Fabrykę Słów, tak naprawdę nie mam za bardzo o czym pisać. Czemu? Otóż, już po przeczytaniu pierwszych kilku stron czuć, że wcale nie jest to tom drugi rozbudowanej powieści, a dalej ten sam tom pierwszy książki, która powinna być sprzedawana w jednym kawałku. Jeśli powieść jest dzielona na tomy, w przeważającej większości przypadków czemuś to służy, a pojedyncze części tworzą w jakimś stopniu autonomiczną całość. W tym wypadku mamy do czynienia po prostu z dosyć długą książką rozbitą na dwie niezbyt długie książki. Za jedyne 70 zł łącznie. Wiem, nikt nie kazał mi kupować, ale nie zmienia to faktu, że czuję niesmak. Nie pierwszy zresztą raz – rozwodziłem się już nad tym tematem przy okazji sagi „Upiór Południa” Mai Lidii Kossakowskiej, ale w tamtym przypadku, mimo że tomy były naprawdę krótkie, miały przynajmniej pewną autonomię. Czytaj dalej

Koniasz – Wilk samotnik, tom I, Miroslav Żamboch – mój ulubiony podróżnik-awanturnik znów w najwyższej formie

Koniasz, wilk samotnik, tom 1 - okładka

Po bardzo długiej przerwie udało mi się w końcu przysiąść, żeby napisać coś o ostatnio przeczytanej książce. Niestety, od ferii zimowych nie miałem za dużo czasu na beletrystykę, gdyż większość uwagi poświęcam albo na „Wprost” czy „Film”, albo na literaturę fachową. Mimo wszystko, w końcu wgryzłem się w najnowsze przygody jednego z moich ulubionych bohaterów, wykreowanego przez Żambocha Koniasza, i pierwszy tom mam już za sobą.

Szczerze mówiąc, obawiałem się, że czeski pisarz wyszedł już kompletnie z formy. Mimo genialnego „Na ostrzu noża”, dwa zbiory opowiadań pod wspólną nazwą „Na krawędzi żelaza” były już tylko dobre, a momentami wręcz przeciętne. Później przeczytałem takie potworki, jak „Mroczny zbawiciel” i byle jaki pierwszy tom „Agenta JFK”. „Wylęgarnia” też mi nie podeszła. Na szczęście „Wilk samotnik” smakował mi tak samo dobrze, jak wspomniane przed chwilą „Na ostrzu noża” czy wcześniejsze „Bez litości” i „Sierżant”. Czytaj dalej

Agent JFK #1: Przemytnik, Miroslav Żamboch – Quo vadis, Żamboch?

Agent JFK - okładka

Z lekturą każdej kolejnej książki Miroslava Żambocha robi mi się coraz bardziej… smutno. To facet, który napisał kiedyś nietuzinkowego „Sierżanta”, proste, ale nieziemsko wciągające „Bez litości” czy uwielbiane przeze mnie „Na ostrzu noża” z Koniaszem w roli głównej. Naprawdę, jeśli nie znacie tych książek, a lubicie przygodową fantastykę, polecam sięgnąć po nie. Po tych powieściach coś się stało… Co? Nie wiem. Może Żamboch zakochał się sam w sobie? Możliwe. Grunt, że zaczęły pojawiać się takie potworki, jak „Wylęgarnia” czy, o zgrozo, „Mroczny zbawiciel”. A teraz „Agent JFK”… Do dziś nie wierzę, że to, co przeczytałem, nie tylko ktoś napisał, ale – co więcej – że ktoś to wydał… Czytaj dalej

Wylęgarnia, Miroslav Żamboch – wrażenia z lektury

Wylęgarnia - Miroslav Żamboch

Zakochałem się w prozie Żambocha dzięki „Sierżantowi”, „Bez litości” i genialnemu „Na ostrzu noża”. Później przyszła znacznie słabsza „Krawędź żelaza” i, tragiczny w mojej opinii, „Mroczny zbawiciel”. A jak jest z „Wylęgarnią”? Bez rewelacji, niestety…

Z jednej strony Żamboch funduje nam naprawdę intensywną akcję, z drugiej zaś – można odnieść wrażenie, że przestał się zastanawiać nad tym, co przelewa na papier / dysk komputera / serwetę w pubie. Główna bohaterka do dziś była zwykła nauczycielką, od dziś jest kimś na kształt tajnej agentki z przypadku, idealnej atletki, która z zaskakującą łatwością oswaja się z ciężarem broni w przytroczonej pod kurtką kaburze. Tradycyjnie Żamboch starał się zarysować w swojej powieści niezłych charakterników, ale nadmiar przerysowanych cech nie pozwolił tak naprawdę postaciom rozwinąć skrzydeł. Czytaj dalej

Strona 1 z 11