Moje kanały filmowe:
MINIBLOG
- Shaolin Soccer - Idealna propozycja dla wszystkich osób, które lubią specyficzne połączenia. Mamy ...
- Husk - Raz na jakiś czas lubię obejrzeć tego typu film. "Husk" ...
- Darth Bane #1: Droga zagłady, Drew Karpyshyn - Zachęcony tekstem Pawła, postanowiłem zakupić pierwszy tom z książkowej kolekcji ...
- Gra o tron komiksowo - O tym komiksie będzie bardzo krótko z kilku powodów. OK, ...
- Kot w stanie czystym, Terry Pratchett - Szczerze mówiąc, nie interesowałem się nigdy tym, czy Terry Pratchett ...
Ostatnie komentarze
- Waldemar Juszczyk o Dynamiczny Duet #1 – Ostry mówi, jak to jest z tym polskim komiksem
- Dafdf o Dynamiczny Duet #1 – Ostry mówi, jak to jest z tym polskim komiksem
- ANNA SAMIN o Projekt X – Imprezy wchodzą w nowy wymiar
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Rafał Kawulak o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Karathrace o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
Licznik obejrzanych filmów
Znajdziecie mnie na:
Licznik
- 6Odsłon dzisiaj:
- 158Gości dziennie:
Archiwa tagu: Ryszard Głowacki
Paroksyzm numer minus jeden, Ryszard Głowacki
Ten tekst jest częścią cyklu „Archiwa Polskiej Fantastyki”.
Ciężko się pisze o rzeczach przeciętnych. Zawsze najgorzej siedziało mi się nad tekstami o nijakich grach, filmach czy książkach. Dużo łatwiej jest pochwalić coś dobrego, a już zdecydowanie najłatwiej przychodzi gnębienie złego – wtedy można często puścić wodze fantazji, pokusić się o jakieś nietuzinkowe porównania etc. „Paroksyzm numer minus jeden” Ryszarda Głowackiego jest właśnie taki – nijaki. I pisanie o nim przypomina pisanie o wielu innych rzeczach, które nie posiadały jednej z najważniejszych cech w kontekście dowolnych mediów – nie zapadały w pamięci.
Czemu więc o nim w ogóle piszę? Ponieważ, jak wspominałem przy okazji „Raportu z rezerwatu” – tego samego autora zresztą – interesuje mnie to, jak wyglądała kiedyś polska fantastyka. Po drugie, lubię skrobnąć te kilka zdań o przeczytanej książce i wrzucić do swojego internetowego archiwum – wtedy wszystko, co się widziało czy czytało, lepiej zapada w pamięci, a i jakiś dodatkowy ślad po poznanych utworach zostaje. Taka lista przeczytanych książek, ale w wersji rozszerzonej. Lubię to. Czytaj dalej
Raport z rezerwatu, Ryszard Głowacki
Ten tekst jest częścią cyklu „Archiwa Polskiej Fantastyki”.
Bodaj rok temu wziąłem się zaczytanie starszej polskiej fantastyki, którą tanio kupiłem w jednym z warszawskich antykwariatów. Ostatecznie, z pewnej czarnej serii przeczytałem wtedy tylko jedną powieść – „Bogów naszej planety”. Postanowiłem wrócić do tego jakże szczytnego celu zapoznania się z zapomnianym dorobkiem rodzimej literatury fantastycznej i aktualnie mam za sobą kilka kolejnych lektur z tego zakresu. Zacznijmy od „Raportu z rezerwatu” autorstwa Ryszarda Głowackiego.
Wspomniane wydawnictwo jest krótkim zbiorem opowiadań, z których wszystkie utrzymane są w klimatach mniej lub bardziej futurystycznego science fiction. Muszę przyznać, że – choć lektura była sympatyczna – była też na tyle nijaka, że ciężko jest o „Raporcie z rezerwatu” napisać coś więcej, coś konstruktywnego. Wszystkie opowiadania czyta się szybko i miło, ale ciężko się opędzić od ciągłego wrażenia lekkiej infantylności tak dialogów, jak i narracji. Problemem praktycznie wszystkich opowiadań jest fakt, że pointa jest bardzo prosta do przewidzenia. Nie byłoby to problemem, gdyby nie to, że teksty są napisane w taki sposób, jakby owa pointa miała być dla czytelnika zaskoczeniem. Autor stara się budować jakieś napięcie i zmusić czytelnika do zadawania sobie pytanie „ciekawe, o co może chodzić?”. Sęk w tym, że po kilka akapitach dobrze wiadomo, jaka jest odpowiedź na to pytanie. Czytaj dalej
Strona 1 z 11











