Moje kanały filmowe:
MINIBLOG
- Shaolin Soccer - Idealna propozycja dla wszystkich osób, które lubią specyficzne połączenia. Mamy ...
- Husk - Raz na jakiś czas lubię obejrzeć tego typu film. "Husk" ...
- Darth Bane #1: Droga zagłady, Drew Karpyshyn - Zachęcony tekstem Pawła, postanowiłem zakupić pierwszy tom z książkowej kolekcji ...
- Gra o tron komiksowo - O tym komiksie będzie bardzo krótko z kilku powodów. OK, ...
- Kot w stanie czystym, Terry Pratchett - Szczerze mówiąc, nie interesowałem się nigdy tym, czy Terry Pratchett ...
Ostatnie komentarze
- Waldemar Juszczyk o Dynamiczny Duet #1 – Ostry mówi, jak to jest z tym polskim komiksem
- Dafdf o Dynamiczny Duet #1 – Ostry mówi, jak to jest z tym polskim komiksem
- ANNA SAMIN o Projekt X – Imprezy wchodzą w nowy wymiar
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- KoZa o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Rafał Kawulak o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Mr. ?? o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
- Karathrace o Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń
Licznik obejrzanych filmów
Znajdziecie mnie na:
Licznik
- 6Odsłon dzisiaj:
- 158Gości dziennie:
Archiwa tagu: Totalna szmira
Zathura – Przygoda? To już było…
Wtórność w kinematografii to już rzecz, niestety, normalna. Nowy film Jona Favreau „Zathura” jest stuprocentowym potwierdzeniem reguły, że odcinanie kuponów od sławy hitowej produkcji sprzed lat nie popłaca. W szczególności – w oczach widzów. Ci, którzy oglądali „Jumanji” (obraz tych samych producentów), będą, zapewne, przez cały seans nawiedzani przez natrętną myśl: „Hej, ja to już gdzieś widziałem!”.
I owszem – nie można im odmówić racji. Historia „Zathury” jest niemalże kalką tej opowiedzianej w „Jumanji”. Pewnego dnia dwóch skłóconych ze sobą braci znalazło w piwnicy zakurzoną grę planszową. Już pierwszy ruch pionka zmienił cały świat wokół nich. Ich dom przeniósł się w przestrzeń kosmiczną, a kolejne rzuty kością były przyczyną następnych przygód. Czytaj dalej
Bez śladu – a mogłem się nie zgodzić…
Oglądając „Bez śladu”, ciągle miałem przed oczami jedną scenę z „Jay i Cichy Bob kontratakują” Kevina Smitha. Matt Damon i Ben Afleck kręcą właśnie „Good Will Hunting 2: Hunting Season” i rozmawiają o tym, jak to na ogół grają w filmach, na które mają ochotę. Aż przychodzi taki moment, kiedy znajomy reżyser prosi ich, by zagrali w kręconym właśnie przez niego szrocie. W tym momencie Matt i Ben zerkają w kierunku kamery. Tak samo się czuję ja. Na ogół recenzuje filmy, na które mam ochotę. A teraz przyszła pora na zajęcie się produkcją „na życzenie”. Z wyrzutem patrzę w kierunku znajomego portalu filmaster.pl. Czytaj dalej
Polskie granie #02 – Sniper: Ghost Warrior
Po miesiącu przerwy przyszła pora na drugi odcinek cyklu „Polskie granie”. Tym razem przygotowałem dla was materiał o Snpier: Ghost Warrior od City Interactive.
Zapraszam również do tekstu o Sniper: Ghost Warrior.
Sniper: Ghost Warrior – nie ma sprawiedliwości na tym świecie
Świat bywa niesprawiedliwy. Nie tak znowu dawno temu pojawił się Bulletstorm, wyprodukowany przez polskie People Can Fly. To kawał naprawdę świetnej gry, o której na pewno w najbliższym czasie będę chciał Wam opowiedzieć. Polacy przygotowali nie tylko świetne, oryginalne akcje marketingowe, ale przede wszystkim sprzedawali produkt, który bronił się sam, i wnosił do skostniałego gatunku shooterów z perspektywy pierwszej osoby spory powiew świeżości. Z drugiej strony mamy zaś tytuł, którzy dziś omówimy – Sniper: Ghost Warrior od naszego rodzimego City Interactive. W tym wypadku mieliśmy wiele górnolotnych zapowiedzi, również spore ilości pieniędzy wpompowane w marketing i produkt… który sam obronić się po prostu nie miał szans. Czytaj dalej
Skyline – darujcie sobie ten seans, po prostu
W ramach zrobienia sobie przerwy od remontu i sesji, wybrałem sobie film taki, którego głównym zadaniem miało być odciążenie moich przemęczonych zwojów mózgowych. „Skyline” zapowiadał się w miarę obiecująco pod tym względem – obcy, efekty, więcej obcych, więcej efektów. Okazało się jednak, że ludzie potrafią spartaczyć tak prosty pomysł na film. Niebywałe. Co prawda, przekonałem się o tym po raz kolejny, ale… i tak mnie to nadal zaskakuje.
Rzecz się dzieje bodaj w LA. Poznajemy naszą główną parę bohaterów – Pana Bez Charakteru (Eric Balfour) i Panią Przeciętną (Scottie Thompson). Zawiązanie akcji jest absolutnie niezwykłe. Otóż, omawiane dwie osoby po udanej imprezie kładą się spać, a gdy budzą się w nocy – voila, bliskie spotkanie trzeciego stopnia gotowe. Za oknami wszystko świeci się na niebiesko, zaś „naoczni świadkowie” czują dziwną, i samobójczą zarazem, potrzebę bliższego obcowania z nieznanym. Gdyby od tego momentu wszyscy zaczęli biegać z krzykiem, strzelać i ogólnie naśladować Willa Smitha z „Dnia niepodległości”, byłoby naprawdę OK. Niestety, postanowili raczej zabawić się w „Kevina samego w domu” i wzięli się za zakrywanie okien prześcieradłami. Czytaj dalej











